Na giełdach w USA i w Europie Zachodniej nieprzerwanie trwa hossa. Trudno spekulować na temat momentu zakończenia tego trendu. Nawet jeśli niebawem dojdzie do korekty, to niekoniecznie będzie ona równoznaczna z zakończeniem tendencji trwającej od maja. O ile większość światowych indeksów notuje kilkuletnie maksima, o tyle mniej jednoznacznie wygląda sytuacja japońskiego Nikkei 225. W jego przypadku najbliższym oporem jest szczyt z marca ub.r. - 11967 pkt. Jednocześnie indeks dotarł do górnej linii wielomiesięcznego symetrycznego trójkąta. Jego początki sięgają jeszcze pierwszej połowy ub.r. Wybicie w górę z tej formacji umożliwi dotarcie do kluczowego szczytu z kwietnia ub.r. - 12 164 pkt. Ze względu na szerokość trójkąta, trudno oczekiwać, że byki poprzestaną na sforsowaniu tej bariery. W krótkim terminie zwyżce sprzyja niedawne wybicie w górę z rosnącego klina obejmującego ostatnie 3 miesiące.

O tym, że kapitały globalnych graczy skupione są obecnie głównie na najważniejszych giełdach, przekonują notowania indeksów z niektórych rynków wschodzących. Argentyński Merval od lutego znajduje się w trendzie bocznym. Nie zdołał na razie przebić ani tegorocznego szczytu (1600 pkt), ani nawet położonego niżej szczytu z czerwca (1531 pkt). Jeszcze wyraźniej od liderów światowej hossy odstaje brazylijski indeks Bovespa. Podczas gdy globalne giełdy rosną od połowy maja, to w tym samym czasie brazylijski wskaźnik pozostaje w wąskiej konsolidacji. W efekcie ciągle stopniowo maleje siła relatywna względem amerykańskiego S&P 500. Do szczytu z marca brakuje 13%, podczas gdy szerokość obecnej konsolidacji nie przekracza 10%. To sugeruje, że nawet po wybiciu w górę z trendu bocznego indeksowi może nie wystarczyć sił do pokonania tegorocznego maksimum. Z drugiej strony, w przypadku załamania zwyżek na świecie, Bovespa może bardzo ucierpieć. Ewentualne wybicie w dół z konsolidacji może sprowadzić indeks do poziomu najniższego od jesieni ub.r.