Inwestorzy chłodno zareagowali na dane Betacomu za II kwartał, który dla spółki jest pierwszym kwartałem roku obrachunkowego. Kurs spadł o 0,8%, do 24,3 zł. W trakcie notowań przecena przkraczała nawet 4%. - Myślę, że inwestorzy mieli zbyt duże oczekiwania - skomentował Mirosław Załęski. Zwrócił uwagę, że w ciągu ostatniego miesiąca kurs Betacomu wzrósł o przeszło 30%. - Hossa na naszych papierach spowodowała, że gracze postawili nam poprzeczkę bardzo wysoko - stwierdził.

Jego zdaniem, reakcja rynku na wyniki była całkowicie nieuzasadniona. - Mimo że drugi kwartał roku kalendarzowego jest dla nas tradycyjnie najgorszy, udało nam się podwoić sprzedaż w porównaniu z drugim kwartałem 2004 i wypracować niezły wynik netto - stwierdził. Zapewnił, że zysk mógłby być dużo wyższy, gdyby Betacom nie zwiększył zatrudnienia. - Ponieśliśmy również znaczne wydatki związane z realizacją umów, które będziemy fakturować w kolejnych kwartałach - dodał.

Pozytywne efekty inwestycji będą widoczne już w III kwartale. - Nasza sprzedaż w tym czasie będzie co najmniej o 50% większa niż rok temu. Okres zakończymy zyskiem, którego wysokość zależy od tego, ile umów uda nam się rozliczyć jeszcze we wrześniu - zapowiedział. W okresie lipiec--wrzesień 2004 r. obroty Betacomu wyniosły 17,1 mln zł, a strata netto przekroczyła 500 tys. zł.

Prezes podtrzymał deklaracje (nie są to oficjalne prognozy), że spółka zakończy rok obrachunkowy obrotami rzędu 100-120 mln zł i rentownością netto na poziomie 5%. - Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Myślę, że inwestorzy nie będą rozczarowani naszymi wynikami w kolejnych kwartałach - podsumował. W zeszłym roku obrachunkowym sprzedaż sięgnęła 89 mln zł, a rentowność netto 3,3%.