WIG przebijając się w lipcu w górę ponad szczyt z lutego powtórzył techniczny schemat obserwowany dwukrotnie w okresie minionych 2 lat. Poprzednie analogiczne wybicia do nowych szczytów następujące po kilku miesiącach konsolidacji miały miejsca w styczniu 2004 r. (po 4-miesięcznej konsolidacji o szerokości 17,3%) oraz we wrześniu-październiku 2004 r. (po 5-6-miesięcznej konsolidacji o szerokości 14,8%). Przed lipcowym wybiciem WIG wahał się w strefie o szerokości 11,4% przez ponad 4 miesiące.

W dwu omawianych przypadkach zwyżki, które następowały po wybiciach do nowych cyklicznych szczytów, kończyły się nieco poniżej tak wyznaczonych celów (2,5% w kwietniu 2004 r., oraz 3,8% w lutym 2005 r.). Na wtorkowej sesji WIG znalazł się o 2% poniżej technicznego celu (31 812 pkt), wyznaczonego przez rozmiary konsolidacji z okresu luty-lipiec. Dwie poprzednie zwyżki po wybiciu trwały mniej więcej tyle, ile wzrost poprzedzający osiągnięcie nowych szczytów (co obecnie dawałoby połowę sierpnia jako orientacyjną datę szczytu), a następnie nadchodził czas na korektę w okolice poprzednich szczytów.

Osobiście oczekiwałem nadejścia mniej więcej 25-proc. korekty całego trwającego od lipca 2002 r. impulsu już od kwietnia 2004 r. Na próżno. W tym czasie WIG lekceważąc "potrzebę" korekty, zdołał mozolnie wyrysować 5-falowy impuls o rozmiarach zbliżonych do poprzedniego z okresu marzec-wrzesień 2003 r. Ta trwająca do tej pory fala hossy trwała już okrągłe 21 miesięcy i nie została potwierdzona ani przez szerokość rynku (to eufemizm), ani przez "momentum", ani - od lutego - przez obroty.

Apetyt inwestorów zagranicznych na akcje z "emerging market" jest w stanie pchać w górę ceny polskich walorów jeszcze długo. Jednak rekordowe obecnie poziomy różnych miar globalnego apetytu na ryzyko, fakt, że realnie (po uwzględnieniu inflacji) WIG znajduje się mniej więcej tam, gdzie był w poprzednich szczytach z 1997 i 2000 r., oraz - last but not least - ciągle jeszcze niezmienny kierunek polityki pieniężnej Fed (oraz zachowanie prawie już płaskiej krzywej rentowności w USA) raczej nie pozwalają na całkowitą beztroskę.