Optymiści mogą uznać wczorajszą próbę odbicia za koniec korekty spadkowej. Od poziomu dziennego minimum do zamknięcia WIG20 zyskał 1,4%. Mimo to powrót dobrych nastrojów wydaje się mało prawdopodobny. Zauważmy, że sekwencja wydarzeń jest zbliżona do tego, co działo się u schyłku fali wzrostowej w końcu lutego. Na razie układ świec jest bardzo podobny. Najpierw był długi biały korpus poprzedzony luką hossy (25 lutego i 2 sierpnia), później zakrywająca ją czarna świeca i wreszcie biała świeca położona poniżej poprzedniego zamknięcia. Odreagowanie z 1 marca mogło się wydawać jeszcze bardziej optymistyczne niż to wczorajsze - wtedy WIG20 odrobił na zamknięciu 1,7% względem dziennego minimum. A mimo to już 2 marca przyniósł gwałtowną wyprzedaż i spadek indeksu aż o 3,5%. Kolejne podobieństwo do wydarzeń sprzed 5 miesięcy to zakrycie wspomnianej wcześniej luki hossy, która wtedy okazała się luką wyczerpania. Listę analogii kończą obroty. Spadają one od czasu ustanowienia przez WIG20 szczytu. To teoretycznie mogłoby sugerować, że mamy do czynienia ledwie z korektą - aktywność spada wraz z kursami. To jednak nietrafiony argument, bo na początku marca było tak samo.
Patrząc z dłuższej perspektywy, moment odwrotu byków wydaje się nieprzypadkowy. Niedawny szczyt WIG20 leży na rosnącej linii łączącej poprzednie trzy najważniejsze maksima, zanotowane w trakcie trwającej hossy - z września 2003, kwietnia 2004 i lutego 2005. Prostą tę można traktować jako górną linię obszernego rosnącego klina, którego dolne ramię wybiega z dołka z lipca 2003. Ponieważ linie te zbiegają się w bardzo wolnym tempie, niewiele brakuje, by formacja ta stanowiła kanał.
Podpowiedzi co do dalszych losów WIG20 można szukać na wykresie tygodniowego oscylatora stochastycznego. Od blisko dwóch miesięcy znajduje się on w strefie wykupienia. Wyjście z niej będzie wiarygodnym sygnałem sprzedaży. Ciągle prawdopodobne jest, że WIG20 w najbliższym czasie już nie powróci do ostatniego szczytu (2270 pkt) i że mamy do czynienia nie z korektą, ale końcem trendu wzrostowego.