Środowa sesja na kontraktach terminowych na indeks WIG20 mogła przysporzyć emocji chyba wszystkim jej uczestnikom. Niekoniecznie musiało się to przełożyć na osiągnięte zyski, a brak dobrze ustawionego zlecenia stop loss mógł zaowocować niemałą stratą.

Notowania rozpoczęły się planowo - dobre zamknięcie sesji w USA przełożyło się na 12-pkt wzrost już o godzinie 9.00. Potem było nawet nieco lepiej, a nowy szczyt (także dzienne maksimum) wyznaczony został na poziomie najwyższym od kwietnia 2000 roku - 2264 pkt. Później nastąpiła wyprzedaż, która w ciągu godziny przeceniła kontrakty o 40 pkt. Tak szybko jak ceny kontraktów spadały, potem równie szybko rosły i w następnej godzinie handlu ich wartość podniosła się o 30 pkt. Dalsza część sesji to osuwanie się w ślad za spadającym indeksem. Minimum wyznaczone zostało na poziomie 2213 pkt, a zamknięcie 6 pkt wyżej. Łączny środowy obrót wyniósł prawie 37 tys. kontraktów. Baza na koniec dnia wynosiła minus 29 pkt.

Po przebiegu ostatnich siedmiu sesji widać wyraźnie, że wzrosła zmienność i zakres dziennych wahań. To oraz wzrost nerwowości graczy jest zrozumiałe, bo ceny akcji są wysokie, a na rynku nie było solidnej korekty praktycznie od końca maja (wówczas zakończył się krótkookresowy trend spadkowy zapoczątkowany jeszcze w lutym). Gdyby nie to, że na rynku nastąpiła kolejna zmiana liderów, spadki indeksu byłyby znacznie dotkliwsze. KGHM i PKN Orlen od swych szczytów straciły już po odpowiednio 5% i 4%. Za to doskonale radzą sobie największe banki: PKO BP i Pekao. W moim odczuciu jest miejsce, aby kontrakty na WIG 20 spadły do poziomu 2170 pkt, gdzie powinno się zdecydować, czy rynek spadnie głębiej do 2135 pkt, czy wykona zwrot w kierunku maksimum. O nowe szczyty będzie według mnie w krótkim terminie trudno.