Wczorajsza sesja zaczęła się w dobrych nastrojach. Na pierwszy rzut oka wydawało się nawet, że zbyt dobrych. Poziom otwarcia jest zwykle reakcją naszego rynku na wydarzenia, które miały miejsce po zamknięciu notowań w dniu poprzednim. Sesja w Stanach zakończyła się wzrostem, ale chyba nie aż tak mocnym, by usprawiedliwiało to zwyżkę cen o 12 pkt.

Wątpliwości pogłębiły się, gdy w pierwszych minutach kurs kontraktów jeszcze rósł, ale spadała wartość LOP. Później było już gorzej. Jeszcze przed rozpoczęciem notowań na rynku kasowym ceny zanurkowały, a co ważne, działo się to przy rosnącej LOP. Można było odnieść wrażenie, że ktoś starał się otwierać nowe krótkie pozycje. Taka swoista gra "w ciemno".

Notowania na kasowym rozpoczęły się przy niskiej aktywności. To zostało wykorzystane do podniesienia kursów. Po chwili indeks zyskiwał już tylko dzięki zakupom papierów banku Pekao. Do południa to właśnie ta spółka trzymała cały rynek i mogło to budzić obawy, które po południu znalazły swoje potwierdzenie. Cena PEO z wzrostu o ponad 4% spadła pod poziom zamknięcia z wtorku. Nastroje po sesji mają prawo być złe.

Trzeba jednak spojrzeć na rynek chłodno. Jedna sesja rzadko wpływa na zmianę nastrojów w nieco dłuższym terminie. Jeśli przeanalizujemy sytuację z pewnego dystansu, to łatwo zauważymy, że ta wiele się nie zmieniła. Do najważniejszych wsparć trochę jeszcze brakuje. W tej chwili kluczowa wydaje się wzrostowa linia trendu, choć do niej można mieć pewne zastrzeżenia, ze względu na jej spore nachylenie. Myślę, że w tej chwili za wiarygodne wsparcie można uznać poziom konsolidacji sprzed wybicia nad 2130 pkt. To w średnim terminie. Dla "szybszych" graczy wygodny może być dołek z początku sierpnia.