Reklama

Fuzja wzmocni pozycję Pioneera

Pioneer, największe TFI na rynku, nie planuje na razie obniżki opłat za zarządzanie. Fuzja banków Pekao i BPH, która umocni pozycję tego towarzystwa, może dodatkowo opóźnić redukcję stawek nie tylko w tym, ale też w innych TFI.

Publikacja: 13.08.2005 07:44

Decyzja w sprawie przyszłości TFI BPH jeszcze nie zapadła, wiadomo jednak, że rozpatrywane są dwa scenariusze: połączenie towarzystwa z Pioneerem albo jego sprzedaż. W pierwszym przypadku udział Pioneera, który już teraz ma dominującą pozycję na polskim rynku funduszy, wzrósłby do ponad 40%. W obu wariantach TFI zdobędzie dostęp do nowej, jeszcze nie wydrenowanej, sieci sprzedaży w banku BPH. Przypomnijmy, że zaplecze dystrybucyjne w Pekao, zapewniało mu dotąd wzrost aktywów o kilka miliardów złotych rocznie.

Pioneer jest jednym z najdroższych TFI na rynku pod względem opłat za zarządzanie. Maksymalna stawka w funduszu polskich akcji wynosi 4% (dla porównania w akcyjnym funduszu BPH 3,5%), w zrównoważonym 4% (BPH 3,25%), obligacji skarbowych 2% (BPH 1,5%), a w pieniężnym 2,5% (BPH 1,3%). Towarzystwo cały czas notuje jednak wzrost aktywów, nie ma więc potrzeby ciąć opłat. Nie wymusza tym samym podobnych ruchów na mniejszych i mniej rentownych TFI. - Trudno oczekiwać, żeby umocnienie pozycji rynkowej zachęciło Pioneera do obniżki opłat - mówi szef jednego z konkurencyjnych towarzystw.

Co na to Pioneer? - Nie komentuję spraw związanych z fuzją - stwierdza Zbigniew Jagiełło, prezes TFI, i dodaje: - W tej chwili nie widzimy konieczności obniżki opłat.

Jego zdaniem, konkurencja między TFI - która będzie jednym z czynników wymuszających redukcję stawek - nasili się dopiero za 3-5 lat. - Dopiero gdy aktywa wszystkich funduszy wzrosną z obecnych 48 mld zł do 70-80 mld zł, rynek się nasyci. Żeby zdobyć nowe aktywa trzeba będzie je komuś odebrać - przewiduje.

Jego zdaniem, najszybciej zaczną spadać opłaty w funduszach pieniężnych i obligacyjnych. To efekt obniżenia rentowności polskich papierów dłużnych. Dopiero w drugiej kolejności ścięte zostaną stawki w funduszach akcyjnych i zrównoważonych.

Reklama
Reklama

Szefowi największego TFI wtórują konkurenci. - Dopóki oczekiwane zyski z inwestycji na naszym rynku akcji będą wynosić 15-20%, a nie 10% jak na rynkach rozwiniętych, nie należy oczekiwać wyraźnej obniżki stawek - twierdzi Piotr Kuba, członek zarządu Skarbca. Jego zdaniem, taka sytuacja potrwa jeszcze przynajmniej 5 lat. Według Sebastiana Buczka, wiceprezesa ING TFI, na zrównanie opłat w Polsce i Europie Zachodniej trzeba poczekać 3-5 lat. Nieco bardziej optymistyczny jest Cezary Burzyński, prezes PZU TFI, który oczekuje obniżek już za 3 lata.

Jest jeszcze jeden argument przemawiający za tym, aby nie obniżać opłat w Polsce. - W zachodniej Europie jest teraz tendencja do podnoszenia stawek z uwagi na rosnące wymagania dystrybutorów - informuje P. Kuba.

Niejasna jest natomiast sprawa wpływu na nasz rynek funduszy zagranicznych, np. luksemburskich. Co prawda, pobierają znacznie niższe opłaty za zarządzanie (przykładowo w luksemburskim funduszu akcji Citi jest to 1,5%, a w krajowym funduszu akcyjnym TFI Banku Handlowego 4%), w większości wypadków nie mają jednak w Polsce własnych sieci dystrybucji. Dlatego na razie nie są uważane przez TFI za groźnego rywala.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama