Reklama

Jedenastoletni po jedynek

Mimo że Prokom i ComputerLand założył Ryszard Krauze, dziś spółki podążają zupełnie innymi drogami. Krańcowo różne sposoby zarządzania i prowadzenia biznesu sprawiają, że są w innych miejscach, a ich prezesi nie darzą się sympatią.

Publikacja: 13.08.2005 08:15

Początki obu spółek były bardzo podobne - zaczynały od handlu komputerami. Taką drogą na początku transformacji ustrojowej podążały zresztą wszystkie polskie firmy informatyczne.

Wspólne korzenie

Pierwszy na szersze wody wypłynął Prokom, który już w 1990 r. zatrudniał ponad 100 pracowników. ComputerLand wtedy raczkował. Powstał, żeby uzupełniać ofertę Prokomu, który w grupie informatycznej, budowanej przez Ryszarda Krauze, miał się zajmować produkcją oprogramowania. ComputerLandowi przypadło mniej ambitne zadanie - integracja systemów informatycznych i dostawy sprzętu.

Obie spółki rozwijały się bardzo dynamicznie. Roczny wzrost obrotów o kilkaset procent był czymś normalnym. Zawsze jednak w stosunku do ComputerLandu Prokom był o krok do przodu. Już na początku lat dziewięćdziesiątych gdyńska spółka pisała własne oprogramowanie finansowo-księgowe i pierwsze rozwiązania dla sektora ubezpieczeniowego. W tym czasie ComputerLand zatrudniał 12 pracowników. W czerwcu 1991 roku zdobył pierwszy kontrakt na dostawę sprzętu informatycznego dla Levis Polska. W kolejnym spółka zwiększyła zatrudnienie do ponad 50 osób i miała już cztery oddziały. Tomasz Sielicki został dyrektorem generalnym, a nieco później prezesem zarządu.

W 1991 r. Prokom wygrał prestiżowe zlecenie na obsługę informatyczną wyborów parlamentarnych. To otworzyło mu furtkę do obsługi kolejnych. ComputerLand zaczynał wówczas dopiero projektować sieci komputerowe w dużych przedsiębiorstwach.

Reklama
Reklama

Z biegiem czasu drogi obu spółek powoli się rozchodziły. Duży wpływ na tę sytuację miały silne osobowości prezesów: Ryszarda Krauze i Tomasza Sielickiego. ComputerLand ostrożnie zaczął wchodzić na podwórko zarezerwowane do tej pory dla spółki matki. W połowie 1994 r. sytuacja dojrzała do tego, żeby firmy zaczęły funkcjonować jako osobne podmioty. Dla ComputerLandu rozwód stał się okazją do pozyskania dodatkowego kapitału na rozwój. Wyłożyły go fundusze z rodziny Enterprise Investors.

W drodze na giełdę

Pozyskanie inwestora finansowego przez ComputerLand wyznaczyło dalszą drogę rozwoju firmy. Naturalną metodą wyjścia z inwestycji dla funduszy jest sprzedaż akcji inwestorowi branżowemu lub wprowadzenie spółki na giełdę. W przypadku ComputerLandu pierwszy ze scenariuszy był mniej prawdopodobny, bo firma dopiero co wyzwoliła się spod takich skrzydeł. Dlatego kilkuletnia obecność EI w spółce została wykorzystana na restrukturyzację przedsiębiorstwa i doprowadzenie do stanu, który pozwoliłby na korzystną sprzedaż na parkiecie. ComputerLand przekształcił się ze średniej wielkości firmy inżynierskiej, zatrudniającej 100 pracowników i mającej obroty rzędu kilkunastu milionów złotych rocznie, w nowocześnie zarządzaną spółkę informatyczną z jasno sprecyzowaną strategią szybkiego rozwoju.

Prokom w tym czasie szedł inną drogą. Firma skoncentrowała się na pozyskiwaniu dużych klientów o państwowym rodowodzie. Z usług gdyńskiego integratora zaczęła korzystać m.in. Telekomunikacja Polska (od 1993 r.) i PZU (od 1995 r.). Ta strategia jest zresztą kontynuowana do dziś. W krótkim czasie pozwoliła Prokomowi na zdobycie pozycji największej spółki informatycznej o rodzimym kapitale w naszym kraju. Ogromne, wieloletnie kontrakty zapewniły przedsiębiorstwu bezpieczny dopływ gotówki i bardzo wysoką rentowność.

ComputerLand startował z dużo gorszej pozycji. Dlatego już w 1995 r. spółka zdecydowała, że zacznie budować grupę kapitałową poprzez zakładanie nowych firm bądź przejmowanie tych, które miały mocną pozycję w niszy rynkowej. Żeby zdobyć środki na realizację strategii, właściciele spółki zdecydowali o jej upublicznieniu. Debiut ComputerLandu w październiku 1995 r. był bardzo udany. Inwestorzy, którzy kupili papiery w ofercie publicznej, zarobili grubo ponad 60%.

Nieco wcześniej, w sierpniu 1995 r., założona została firma OSI CompuTrain, świadcząca usługi szkoleniowe. W tym samym roku grupa powiększa się o firmę konsultingową Positive. W styczniu 1996 r. ComputerLand kupił wrocławskie Przedsiębiorstwo Techniki Bankowej Elba, oferujące usługi informatyczne dla sektora finansowo-bankowego. Później CSBI i Nexter. Za kolejną spółkę, białostocki Info-Serwis, ComputerLand zapłacił już własnymi, nowo wyemitowanymi akcjami. Taki sposób rozliczania się ze sprzedającymi powtórzył się jeszcze kilkakrotnie, przy kolejnych przejęciach.

Reklama
Reklama

W tym czasie (przełom 1996/1997 r.) Prokom przeprowadził przekształcenia organizacyjne. Zmienił nazwę na Prokom Software (wcześniej funkcjonował jako Prokom International) i stał się spółką akcyjną. W czerwcu 1997 r. zadecydowano, że trafi na warszawską giełdę. 10 lutego 1998 r. papiery Prokomu zadebiutowały na parkiecie, a do kasy firmy wpłynęło ponad 200 mln zł pozyskanych z podwyższenia kapitału.

W kierunku starcia

W uplasowaniu akcji pomógł Prokomowi kontrakt z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Umowa na informatyzację tej instytucji została podpisana w październiku 1997 r. Jej wartość była ogromna - przekraczała 700 mln zł. Kwota nie obejmowała jednak zakupu niezbędnego sprzętu informatycznego. Dlatego łączna wartość zlecenia (jego realizacja jeszcze trwa) przekroczyła do dzisiaj grubo ponad 1 mld zł.

Walka o ZUS stała się okazją do pierwszego poważnego pojedynku Prokomu i ComputerLandu. Druga ze spółek postanowiła wykorzystać okazję, jaka pojawiła się wiosną 1998 r., gdy Prokom renegocjował kontrakt z nowym kierownictwem ubezpieczyciela. ComputerLand zaproponował swoje usługi i ogłosił publicznie, że jest jedyną firmą, która w krótkim czasie może zbudować ZUS-owi kompleksowy system informatyczny. Atak okazał się nieskuteczny, sprawa trafiła nawet do sądu. Prokom zarzucił nieuczciwą konkurencję. Wygrał sprawę, a przegrany musiał na łamach prasy przeprosić byłą spółkę matkę.

Po roku firmy znowu stanęły do bitwy. Tym razem toczyła się w zaciszu gabinetów. W I poł. 1999 r. ktoś zaczął intensywnie skupować z rynku papiery ComputerLandu. Było to o tyle łatwe, że spółka nie miała inwestora strategicznego, a jej akcjonariat był mocno rozproszony. ComputerLandowi groziło wrogie przejęcie. Do tej pory nie wiadomo oficjalnie, kto stał za wzmożonym popytem. Ślady prowadziły jednak do Prokomu i podmiotów z nim powiązanych. Taka akwizycja byłaby bardzo korzystna dla kupującego. Jego grupa powiększyłaby się o podmiot, którego roczne obroty wynosiły już 290 mln zł (dane za 1998 r.). Sprzedaż Prokomu była wtedy niewiele większa i zamykała się kwotą 317 mln zł. Największą zaletą przejęcia byłoby jednak pozbycie się konkurencji, która coraz śmielej wchodziła na podwórko zarezerwowane dotychczas dla Prokomu - czyli obsługę dużych klientów.

Z wrogiego przejęcia nic nie wyszło. Prezesowi Sielickiemu, przy poparciu BRE Banku, udało się przeforsować zmianę statutu ComputerLandu, która w praktyce wykluczała taki scenariusz. Korekty polegały m.in. na zapewnieniu sobie uprzywilejowanej pozycji w firmie i kontroli nad radą nadzorczą.

Reklama
Reklama

Kolejną okazją do potyczki był rok 2000, kiedy spółki informatyczne zaczęły na wyścigi inwestować w internet. ComputerLand razem ze Stalexportem uruchomił portal (StalPortal), który miał zajmować się handlem metalami. Na podobny pomysł wpadł Prokom, który stworzył we współpracy z Impexmetalem konkurencyjną firmę ce-market. Obie inwestycje nie przyniosły spodziewanych wyników.

W miarę jak Prokom i ComputerLand rosły w siłę, firmy coraz częściej zaczęły spotykać się na przetargach organizowanych przez dużych zleceniodawców. Najbardziej sztandarowe przykłady z ostatnich kilku lat to pojedynek o PZU, PKO BP czy system Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Z trzech pojedynków zwycięsko wyszła grupa Prokomu. Przegrane odbiły się czkawką na wycenie giełdowej ComputerLandu, a personalną odpowiedzialność za porażki poniósł Sławomir Chłoń, który stracił stanowisko dyrektora zarządzającego na rzecz Michała Danielewskiego.

Różne pomysły na przyszłość

w kraju...

Zarówno Ryszard Krauze, prezes Prokomu, jak i Tomasz Sielicki, prezes ComputerLandu doskonale zdają sobie sprawę, że w niedalekiej przyszłości polski rynek informatyczny czekają bardzo głębokie zmiany. Nasz kraj jest jedynym z "nowej" Unii Europejskiej, w którym największe spółki z branży IT wciąż nie są związane z zagranicznymi koncernami i zachowują niezależność. Taka sytuacja na dłuższą metę nie ma szans się utrzymać. Dlatego obie firmy musiały jasno odpowiedzieć sobie na pytanie, w którym miejscu chcą być, kiedy rozpoczną poważne negocjacje z inwestorami branżowymi.

Reklama
Reklama

Zarząd Prokomu zdecydował, że grupa kapitałowa przekształci się w holding ze stojącą na czele spółką matką i zgrupowanymi wokół niej podmiotami odpowiadającymi za dany obszar rynku. Klasycznym przykładem takiej filozofii może być Softbank, który razem z powiązanym ze sobą Compem Rzeszów ma obsługiwać klientów finansowych, począwszy od wdrażania systemów i integracji, aż po późniejszy serwis. ABG Ster-Projekt ma zajmować się tworzeniem złożonych systemów informatycznych pisanych na zamówienie dla dużych instytucji publicznych. Comp przejmie całość zadań z zakresu bezpieczeństwa informatycznego. Spinowi przypadł rynek telekomunikacyjny i utilities (użyteczności publicznej).

Filozofia ComputerLandu jest bardzo podobna, choć zaczęła być wdrażana znacznie wcześniej niż w Prokomie. Wokół głowy koncernu krążą mniejsze podmioty obsługujące klientów z poszczególnych branż. PolSoft dba o banki. Aram o sektor publiczny. Centrum Informatyzacji Energetyki obsługuje klientów z sektora utilities a Support z sektora ubezpieczeniowego. ComputerLand deklaruje, że chce "pokryć" kolejne obszary rynku. Poprzez tegoroczne akwizycje chce m.in. dotrzeć do klientów z sektora chemicznego.

Prokom przerzucił ciężar rozwijania grupy na spółki córki. Z deklaracji przedstawicieli zarządów poszczególnych podmiotów wynika, że ewentualne przejęcia nie będą wychodziły poza dotychczasowe profile ich działalności, ale będą zmierzały do wzbogacenia oferty produktowej.

... i za granicą

ComputerLand pierwszy zauważył, że polski rynek informatyczny jest za mały, żeby firma takiej wielkości mogła dalej rozwijać się w dotychczasowym tempie. Dlatego postanowił wyjść z ofertą poza granicę. Już przeszło 10 lat temu założył w Rosji spółkę CSBI, która mozolnie zdobywa tamtejszy rynek i buduje kontakty z klientami. W ub.r. przejął kontrolę nad spółką Support, która ma na koncie kilka wdrożeń w rosyjskich firmach ubezpieczeniowych. Od tego roku ekspansja przybrała na sile. W tym celu ComputerLand podpisał umowę o strategicznym partnerstwie z największym na świecie hinduskim producentem oprogramowania - firmą i-flex. Wspólnie chcą podbić nasz region Europy. Już startują razem w przetargach rosyjskich banków. ComputerLand liczy, że w krótkim czasie 20% rocznych wpływów będzie pochodziło z eksportu, głównie do krajów Europy Wschodniej.

Reklama
Reklama

Drugim kierunkiem rozwijania sprzedaży eksportowej są próby wchodzenia z usługami do kolejnych oddziałów zagranicznych koncernów, które działają w Polsce. Przykładem może być współpraca z koncernem Vattenfall, który jest właścicielem Górnośląskiego Zakładu Energetycznego. ComputerLand realizował dla polskiej spółki kilka zleceń. Teraz chciałby obsługiwać także spółkę matkę. W podobnym kierunku zmierza kooperacja z France Telecom, właścicielem Telekomunikacji Polskiej.

Na podobny sposób rozwijania sprzedaży eksportowej zdecydowała się także Grupa Prokomu. Prokom Software zdobył status preferowanego dostawcy rozwiązań dla koncernu France Telecom. To otwiera mu drzwi do startu w innych przetargach, organizowanych przez francuskiego operatora. Należący do Prokomu Softbank od roku próbuje, z niezłym skutkiem, walczyć o zlecenia zagranicznych banków. Sprzedaje systemy do zarządzania ryzykiem, które muszą być wdrażane w europejskich bankach zgodnie z II umową bazylejską. Zdobył już austriackiego Raiffeisen Zentralbank, a potem jego polską filię. Sił w eksporcie próbuje też ABG Ster-Projekt. Firma startuje w przetargach w Rumunii, gdzie chce dostarczać systemy obsługujące fundusze przedakcesyjne. Ma na koncie podobne rozwiązania w naszym kraju. Chce podbić rynek państw bałkańskich we współpracy z lokalnymi graczami.

Mimo że ekspansja zagraniczna grupy Prokomu rozwija się równolegle w kilku kierunkach, spółka nie wypowiada się na temat oczekiwanych wpływów z tego źródła. Brak takich deklaracji pozwala założyć, że apetyty w tym względzie są nieco mniejsze niż konkurenta.

Zarówno dla Prokomu, jak i ComputerLandu wyjście z ofertą za granicę jest szansą na znaczne powiększenie obrotów. Trudno taki efekt osiągnąć na krajowym rynku, którego średnioroczne wzrosty przez kilka ostatnich lat oscylowały wokół 10%. Polskie spółki nie mają szans, by zbliżyć się wielkością do zagranicznych koncernów, których sprzedaż liczona jest w miliardach euro lub dolarów amerykańskich. Mogą jednak stać się liczącymi graczami w naszym regionie Europy. To pozwoli im w przyszłości prowadzić z inwestorami rozmowy z zupełnie innej pozycji.

Mimo sporych różnic przyszłość obu spółek zdaje się być jednak bardzo podobna. Prędzej czy później zostaną przejęte przez zagraniczne koncerny informatyczne. Polska jest jedynym z krajów "nowej" Unii Europejskiej, gdzie dwaj najwięksi integratorzy systemów informatycznych nie są związani z międzynarodowymi gigantami. Która straci samodzielność prędzej - czas przyniesie odpowiedź.

Reklama
Reklama

Początki Prokomu

Gdyńska firma została założona we wrześniu 1991 r. jako International Investments Ltd. Właścicielami byli Sean Dubrovnick Jackson oraz Konrad Bajer. W 1994. została wykupiona przez szwajcarski fundusz NIHONWSI AG - podmiot kojarzony z Ryszardem Krauze. W tym samym roku International Investments Ltd zmienił nazwę na Prokom International a nowym akcjonariuszem został Prokom Software System, należący do Ryszarda Krauze. Historia PSS, który działał w branży informatycznej, jest dużo dłuższa, bo sięga 1986 r. Jeszcze w 1997 r. Prokom Software nabył za 7 mln zł zorganizowane przedsiębiorstwo PSS razem z licencjami na oprogramowanie. PSS został następnie przekształcony w Prokom Investments. Wspólnie są do tej pory największymi akcjonariuszami Prokomu. Kontrolują 23% kapitału. W 1997 r. udziałowcy Prokomu podjęli decyzję o upublicznieniu. Debiut nastąpił 10 lutego 1998 r.

Zmieniająca się passa

Przez ponad 10 lat działalności osobno, Prokom i ComputerLand cieszyły się zmiennym zaufaniem inwestorów. Obu spółkom w budowaniu pozycji rynkowej i zaufania inwestorów bardzo pomogły debiuty giełdowe. Można było na nich nieźle zarobić. W kolejnych latach posiadacze akcji nie mieli powodów do narzekań. Podmioty rozwijały się w bardzo szybkim tempie. Rosły przychody, rosły zyski. Przejściowe pogorszenie nastrojów towarzyszyło zarówno ComputerLandowi - w latach 1998 czy 2000/2001 - gdy okazało się, że ma problemy z uporządkowaniem grupy po przeprowadzanych z rozmachem inwestycjach, jak i Prokomowi. Gorsze czasy dla gdyńskiego integratora nadeszły w połowie 2004 r. Firma zaczęła mieć problemy z pozyskiwaniem zleceń. Nietrafione inwestycje obniżały wynik skonsolidowany. Dodatkowo podaż akcji ze strony Ryszarda Krauze i należącego do niego Prokomu Investments (PI) zaczęła "dołować" kurs. Inwestorzy zaczęli wtedy zwracać uwagę na uprzywilejowaną pozycję prezesa i lokowanie wolnych środków w papiery dłużne PI. Szczyt zniechęcenia przyszedł wiosną br. Kurs spadł poniżej 90 zł. Żeby odzyskać zaufanie inwestorów, Prokom musiał przygotować program restrukturyzacji, który w głównej mierze sprowadza się do cięcia kosztów. Efekty mają być widoczne już pod koniec bieżącego roku.

Dzisiaj Prokom i ComputerLand znajdują się w zupełnie innych miejscach. Pierwsza ze spółek musi włożyć sporo wysiłku w odbudowanie dobrego imienia wśród inwestorów. Druga nie ma takiego problemu. Prowadzona przez lata polityka pełnej przejrzystości i równego traktowania wszystkich udziałowców sprawiła, że ComputerLand cieszy się wśród inwestorów opinią podmiotu o najwyższych standardach ładu korporacyjego. Taka pozycja procentuje przy wycenie rynkowej. Prokom od zawsze znajdował się w ogonie wszelkich rankingów oceniających wdrożenie i stosowanie przez spółkę zasad corporate governence. Taka polityka odbiła się w tym roku czkawką. Główny akcjonariusz dostał bolesną nauczkę, że nie można lekceważyć innych udziałowców.

Początki ComputerLandu

Spółka powstała w 1990 r. jako Scandia Computer. Jej właścicielami byli szwedzki USI International Aktien (51% udziałów) i Ryszard Krauze (49%) właściciel Prokom Komputer System. W 1992 r. do udziałowców dołączył Tomasz Sielicki. Spółka zmieniła nazwę na ComputerLand Poland. W 1994 r. w wyniku kolejnego podwyższenia kapitału do spółki weszły fundusze z grupy Enterprise Investors. Przy okazji wykupiły, wspólnie z prezesem Sielickim, dotychczasowych udziałowców. W 1995 r. ComputerLand zadebiutował na GPW z ceną 36 zł. Od tego czasu spółka dwukrotnie otrzymywała nagrody: za najwyższy wzrost kursu w 1996 r. i najwyższą stopę zwrotu spośród spółek wchodzących w skład indeksu WIG 20.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama