Ankietowani przez PARKIET ekonomiści spodziewali się, że produkcja przemysłowa wzrośnie w lipcu średnio o 4,3%. Najbardziej optymistyczny był bank BPH, który oczekiwał dynamiki na poziomie 7,6%.
- Dane są dużym zaskoczeniem. Po silnym wzroście produkcji w czerwcu (o 6,8% - przyp. red.) ekonomiści uznali, że skończył się okres spowolnienia gospodarczego, jakie miało miejsce w I półroczu. Teraz okazuje się jednak, że przyspieszenia nie widać - mówi Michał Chyczewski, ekonomista z BPH. W lipcu mieliśmy jeden dzień roboczy mniej niż przed rokiem. Ale negatywny wpływ tego czynnika był równoważony przez tzw. efekt bazy (w lipcu 2004 r. dynamika produkcji była stosunkowo niska).
- Wzrost produkcji jest znacznie słabszy od naszych oczekiwań - mówi też Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego. BH spodziewał się 5,7-proc. dynamiki. Jej zdaniem, nie przekreśla to jednak ożywienia w gospodarce. - Słabsze dane mogą być efektem jednorazowych czynników - ocenia. Chodzi m.in. o silny spadek produkcji koksu i produktów rafineryjnych w lipcu. - Nadal mamy dobre wyniki w działach eksportowych, np. w produkcji maszyn czy wyrobów gumowych - mówi K. Zajdel-Kurowska.
Po wyeliminowaniu czynników sezonowych produkcja była o 4,7% większa niż przed rokiem. - To za mało. Dobry wynik to 8-9-proc. wzrost - twierdzi M. Chyczewski.
GUS opublikował też lipcowe ceny producentów. Ich poziom nie zmienił się w stosunku do lipca 2004 r., chociaż ekonomiści oczekiwali wzrostu o 0,4%. - Jesteśmy na granicy deflacji. Nie jest to dobra wiadomość, bo oznacza, że przedsiębiorstwa osiągają niskie marże - ocenia M. Chyczewski.