Trzecia w tym tygodniu sesja sprowadziła ceny w okolice lokalnego dołka z 4 sierpnia br. Poziom ten został nawet przetestowany (minimum sesji zostało wyznaczone 2 pkt niżej), ale do wyraźnego przebicia nie doszło. Zresztą nawet gdyby notowania zjechały niżej, to i tak miałoby to małe znaczenie. Dołek z początku sierpnia nie jest jakimś szczególnie ważnym wsparciem i na jego podstawie nie należy podejmować istotnych decyzji. Pod tym względem znacznie ważniejszy jest poziom lipcowej konsolidacji.
Miejsca na spadek jeszcze trochę zostało. Warto zauważyć, że obecnie tuż nad wspomnianą konsolidacją przebiega wzrostowa linia trendu. Analogiczna linia została wczoraj naruszona przez wykres indeksu WIG20. Do tego wydarzenia, jak i do samej linii trendu na kontraktach należy jednak podchodzić z rozwagą. Obie linie są bowiem dość strome, a tym samym ich wymowa jako narzędzia analizy jest ograniczona. Zdaje się to potwierdzać sam rynek, który zignorował wspomniane naruszenie linii przez indeks. Teoretycznie, gdyby taki sygnał miał być uznany za kluczowy, to powinna towarzyszyć mu zwiększona aktywność inwestorów. Nic takiego nie miało miejsca. Mimo że przez dłuższy czas indeks flirtował z tym potencjalnym wsparciem, aktywność pozostawała na niskim poziomie. Tym samym można odnieść wrażenie, że inwestorzy koncentrują się na innych poziomach.
Wnioski są więc proste. Wczorajszą sesję należy potraktować jako mało znaczącą dla oceny sytuacji rynkowej. Pozostaje nam przyjąć, że cały czas kreślimy korektę wcześniejszego wzrostu. Właśnie zachowanie obrotu jest tu dobrą wskazówką. Gdy ceny rosły, aktywność graczy była duża. Teraz, gdy ceny spadają, obrót na spółkach z WIG20 oscyluje wokół 300 mln złotych. O liniach trendu na razie trzeba zapomnieć.