Wczorajszą sesję można zaliczyć do tych ciekawszych. Wynika to nie tylko ze zmian cen, ale również z tego, co po sobie zostawiła. Inwestorzy nie mogli narzekać na nudę. Jeszcze zanim na dobre ruszył rynek akcji, kontrakty w czasie pierwszej godziny sesji zbliżyły się na 7 pkt do poziomu szczytu z 10 sierpnia br. Gdy wystartowały notowania akcji, optymizmu było jeszcze więcej, bo okazało się, że indeks otworzył lukę hossy i po kilku minutach wyszedł ponad poziom szczytu, notując nowy rekord trwającej cztery lata hossy.

W tym miejscu popyt zgasł. Nowe rekordy nie wywołały zwiększonej chęci na zakupy, a szybko zostały wykorzystane do wyprzedaży akcji. KGH, poranny lider wzrostu, stał się ciężarem dla indeksu. Później mieliśmy jeszcze próbę podniesienia cen, która nie przyniosła skutku. Zamknięcie indeksu na symbolicznym plusie jest z pewnością porażką popytu. Czy na tyle dużą, by bać się o trend?

Wczorajsza sesja nosi znamiona sesji dnia odwrotu. Nowy szczyt i cofnięcie cen przy znacznym obrocie są wskazówką, że być może wczoraj trend się zakończył. Tego wykluczyć się nie da. W końcu musi nadejść ten dzień. Trzeba jednak pamiętać, że od pierwszych przesłanek, do decyzji inwestycyjnych droga daleka. Nie podejmuje się decyzji o grze na spadek na podstawie zachowania rynku na jednej sesji, gdy mamy za sobą cztery lata wzrostu. Równie dobrze wczoraj mogła został wykreślona korekta zwyżki ostatnich trzech dni. Zanim stwierdzimy, że rynek przeszedł w ręce niedźwiedzi, poczekajmy na kapitulację popytu na którymś ze wsparć. Najbliższym jest ostatnia luka hossy, choć nadal najważniejszy wydaje się poziom konsolidacji z drugiej połowy lipca. Powściągnijmy emocje - za wcześnie na lament byków.