Wydarzenia ostatnich dni były szokiem dla rynku naftowego. Uderzenie niezwykle silnego huraganu Katrina w południowe wybrzeże USA zdezorganizowało wydobycie ropy w Zatoce Meksykańskiej. Zniszczenie lub uszkodzenie platform wydobywczych zmniejszyło dostawy w tego regionu aż o 95%. Jednocześnie unieruchomiony został największy amerykański port naftowy - Louisiana Offshore Oil Port, przez który przechodzi 11% importowanej ropy. Ponadto w dotkniętych klęską stanach Luizjana i Missisipi musiało wstrzymać produkcję osiem rafinerii.

Ocenia się, że usunięcie zniszczeń może potrwać wiele tygodni. Poza urządzeniami wydobywczymi i przeładunkowymi naprawy wymaga poważnie uszkodzony system energetyczny, bez którego niemożliwe jest uruchomienie portu, rurociągów oraz rafinerii.

W tych warunkach w znacznej części USA, głównie na południu, południowym wschodzie i środkowym zachodzie, wystąpiły poważne braki w zaopatrzeniu w paliwa płynne. Konsekwencją był wzrost do rekordowego poziomu cen ropy, które w Nowym Jorku osiągnęły we wtorek 70,85 USD za baryłkę, a w Londynie zbliżyły się w środę do 68 USD. Wczoraj zwyżkę notowań zahamowała zapowiedź uruchomienia przez władze amerykańskie rezerw strategicznych. W Nowym Jorku cena ropy spadła poniżej 70 USD za baryłkę, a w Londynie gatunek Brent z dostawą w październiku kosztował po południu 67,47 USD w porównaniu z 67,57 USD w końcu sesji wtorkowej i 66,01 USD w poprzednią środę.