Reklama

Paliwowa hossa

Szturm na akcje spółek z branży energetycznej na naszym parkiecie (i innych giełdach regionu), jakiego byliśmy świadkami pod koniec minionego tygodnia, na porządku dziennym stawia pytanie, czy można liczyć, że w ślad za nimi pójdzie reszta rynku. Niestety, niewiele na to wskazuje.

Publikacja: 03.09.2005 08:21

Z czwartkowej zwyżki WIG20 o 2,2% na PKN przypadło 0,93 pkt proc. Jednocześnie obroty tymi papierami stanowiły jedną trzecią obrotów akcjami z WIG20. W piątek koncentracja uwagi i popytu na tej spółce była jeszcze większa. Wyraźniejsza też stała się polaryzacja rynku. Na ostatniej sesji tygodnia ze 121 przedsiębiorstw znajdujących się w składzie indeksu WIG, na wartości straciło 59, a jedynie 41 poszło w górę. Takie rozwarstwienie rynku nie jest nowym zjawiskiem - od końca lipca więcej walorów poszło w dół niż w górę. Jednak w ostatnich dniach przybrało ono skrajną formę. Gdzie leżą jego przyczyny?

Ropa dzieli rynek

Nie ma wątpliwości, że rynek dzieli przede wszystkim cena ropy naftowej. Rekordowe notowania paliw i ich wpływ na poszczególne spółki zdominowały rozważania inwestorów na temat zachowania poszczególnych akcji. Znaczenie ma też struktura wzrostu naszej gospodarki, w której popyt krajowy pozostaje bardzo słaby, a inwestycje wciąż zawodzą. Te dwa elementy miały w tym roku napędzać rozwój gospodarki. Mocny pozostaje eksport. Problem jednak w tym, że jego rentowność jest wciąż niska.

W tym kontekście zdarzenia na rynkach finansowych z ostatniego tygodnia mają istotne znaczenie. Po pierwsze, uwagę zwraca znaczące wzmocnienie złotego. Euro spadło poniżej 4 zł, a kwartalna średnia obniżyła się do 4,06 zł, z prawie 4,13 zł na koniec czerwca. To oznacza, że presja na wyniki eksporterów za III kwartał będzie znów duża. Praktycznie nie mają oni pola manewru, bo przestawienie się na zbyt na rynku krajowym (który nie wykazuje ożywienia) musiałoby odbyć się również kosztem zmniejszenia marż. W tej sytuacji nie dziwi słabość takich firm, jak Groclin czy Dębica. Charakterystyczne było też zachowanie KGHM, którego kurs wzrósł mocno we wtorek, ale zatrzymał się w momencie, kiedy zaczął zyskiwać złoty.

Jednocześnie drożejące szybko paliwa nie dają większych nadziei na znaczące pobudzenie krajowego popytu w ostatnich miesiącach roku. Wobec tego na szczególną niełaskę inwestorów będą zapewne narażone przedsiębiorstwa handlowe.

Reklama
Reklama

Sytuacja nie jest też korzystna dla banków. Odsuwanie w czasie inwestycji redukuje popyt na kredyt ze strony firm. Jeszcze w początkach roku liczono, że przedsiębiorstwa będą stopniowo wykorzystywać zgromadzone depozyty do finansowania rozwoju, a w miarę upływu czasu, pojawi się większy popyt na kredyt. Coraz bardziej niepewne perspektywy gospodarki taki scenariusz stawiają pod znakiem zapytania. Równocześnie maleją możliwości atrakcyjnego lokowania zebranych przez banki środków - rentowność obligacji pozostaje na niskim poziomie - średnia rentowność obligacji 10-letnich z trzech miesięcy obniżyła się do 4,84% z 5,25% na koniec czerwca tego roku. Jednocześnie słabsza kondycja gospodarki może za sobą pociągnąć zwiększenie salda rezerw z bardzo niskiego poziomu notowanego w I połowie roku. Jego spadek był jednym z najważniejszych czynników wpływających na poprawę zysków. Powstaje pytanie, jak drożejące szybko paliwa wpłyną na decyzję RPP - czy tak jak bywało w przeszłości, w obawie przed wyższą inflacją zaostrzy retorykę, czy raczej obawiając się dalszego zwolnienia gospodarki, będzie myśleć o jej wsparciu polityką monetarną. Ten dylemat jest widoczny również w odniesieniu do banków centralnych w Ameryce i strefie euro. EBC dał w czwartek wyraz zaniepokojeniu możliwością podniesienia się inflacji, natomiast w Stanach Zjednoczonych pojawiły się opinie, że drogie paliwa mogą skłonić Fed do zaprzestania podwyżek stóp.

Indeks cenowy stoi

w miejscu

Bardzo silna polaryzacja rynku, koncentracja uwagi inwestorów dosłownie na kilku spółkach oraz bardzo wysokie obroty to silne ostrzeżenia przed zwrotem koniunktury. Tak silną dywergencję pomiędzy indeksem cenowym a WIG20 widzieliśmy ostatnio w lutym tego roku. Wtedy poprzedzało to dwumiesięczną wyprzedaż. W lutym indeks cenowy zyskał 2,1%, a WIG20 10,8%. Teraz, od końca lipca, wartość "cenówki" jest symbolicznie na minusie, zaś WObroty 20 największymi firmami nigdy przedtem nie były tak duże jak w piątek. Analiza wcześniejszych przypadków, gdy miały zbliżoną wartość, wskazuje jednoznacznie, że możemy być obecnie świadkami kształtowania średniookresowego szczytu. W przeszłości tylko raz zdarzyło się, by po odnotowaniu tak dużej aktywności inwestorów, indeks po 50 sesjach miał wyższą wartość.

Przeciętnie tracił przez ten czas nieco ponad 10%. W najgorszym przypadku około jednej czwartej, w najlepszym zyskał 2%. Średnia dość dobrze oddaje to, co w przeszłości działo się na rynku, gdy notowano obroty przekraczające 950 mln zł. Pierwsze sesje nie przynosiły większych zmian. Ci, którzy kupili akcje, czekali na kontynuację zwyżki i nie bardzo spieszyli się z ich wyprzedażą. Natomiast posiadacze gotówki zaczynali się zastanawiać, czy po tych cenach warto jeszcze kupować. Zawsze rekordowa aktywność graczy pojawiała się po kilku wzrostowych sesjach. Tak zdarzyło się kilka razy. Na początku lutego 2000 r., kiedy obroty przekroczyły 1 mld zł, przez trzy dni indeks zyskał 4,9%. Kolejny raz, też w lutym 2000 r. i też przez trzy dni indeks wzrósł o 3,5%. Sytuacja powtórzyła się w następnym miesiącu 2000 r. (4,8%) i w grudniu (1,8%). W listopadzie 2004 r. dwa razy. Indeks zyskał 2,7% i 0,5%, a w lutym i marcu 2005 r. po 2-4%. Przeciętny wzrost na sesji, na której odnotowano takie obroty, wyniósł 1,65%, a stopa zwrotu z trzech kolejnych sesji przekraczała średnio licząc 3,7%.

Piątkowa sesja (gdy w drugiej połowie dnia doszło do realizacji zysków) wydaje się potwierdzać, że inwestorzy zdają sobie sprawę z istniejących zagrożeń. Przez weekend na pewno gorąca atmosfera ostatnich dni nieco się ostudzi. Nie wydaje się jednak, by inwestorzy natychmiast przystąpili do wyprzedaży paliwowych akcji. Tak stać się może, jeśli cena ropy zacznie się wyraźniej obniżać. Jednocześnie trzeba pamiętać, iż na naszym rynku nie potrzeba większej podaży, by nastąpił mocny spadek. Wystarczająca jest bierność popytu. Będzie jednak zapewne mocno bronić wsparcia przy 2276 pkt, związanego ze szczytem z pierwszej połowy sierpnia. Jego przełamanie potwierdzi pesymistyczne przewidywania wynikające z analizy obrotów i szerokości rynku. Dopóki do tego nie dojdzie, istnieje możliwość poprawy ostatniego rekordu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama