Tydzień kończymy w mieszanych nastrojach. Rynek w ciągu ostatnich dni zanotował spektakularny wzrost wartości przy jeszcze bardziej spektakularnym obrocie. Na wczorajszej sesji przekroczył 1,4 mld zł (dla WIG20). Podobnie jak miało to miejsce dwa dni temu, wysokiemu obrotowi towarzyszyło mało optymistyczne zachowanie rynku.

Sesja podzielona została na dwie części: wzrostową i spadkową. Może to sugerować, że mamy do czynienia z dniem odwrotu. Takie przypuszczenia mieliśmy także w środę. Wtedy jednak wiele przemawiało za tym, że to jeszcze nie był TEN dzień. Teraz za "dniem odwrotu" przemawia więcej argumentów. Wydaje się, że faktycznie, wczorajszy spadek w drugiej części sesji może rozpocząć kreślenie nieco większego zjazdu.

Inna sprawa, czy jest to tylko korekta, czy też początek nowej tendencji. Co by to nie było, w tej chwili nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić i na razie pozostaje nam założyć, że jest to korekta. Oczywiście jakiś spadek, który weźmiemy za korektę, po pewnym czasie okaże się początkiem nowej tendencji.

By na poważnie zastanawiać się nad scenariuszem zmiany kierunku trendu potrzebne jest przełamanie jakiegoś poważniejszego wsparcia. W tej chwili najbliższym jest ostatnia luka hossy, choć nie uważałbym jej za poziom kluczowy. Nadal za najważniejszy uważam poziom konsolidacji z drugiej połowy lipca. Teraz jesteśmy od niej oddaleni, więc należy przypuszczać, że spadając i później ponownie rosnąc (niezależnie czy będzie to kontynuacja trendu wzrostowego, czy tylko ruch powrotny do szczytu) pojawi się dołek, który być może będzie można uznać za wsparcie. Reasumując, sesja zakończyła się słabo, ale to nie jest jeszcze koniec świata. Po ostatnich wzrostach korekta nam się należy i warto zachować spokój.