Zdaniem Adama Pawlikowskiego z Departamentu Systemu Finansowego NBP, w przyszłości BFG powinien dysponować większą liczbą instrumentów wykorzystywanych do pomocy bankom przeżywającym trudności. Według niego, przy niskich stopach procentowych wykorzystywane dotychczas głównie nisko oprocentowane pożyczki z funduszu stały się mniej efektywne. Opracowanie Pawlikowskiego na temat systemu gwarantowania depozytów opublikowano na stronach internetowych NBP.
Jak poinformował PARKIET, Marek Urbaniak, rzecznik funduszu, "BFG w ramach działalności pomocowej mogłoby korzystać dodatkowo z pożyczek podporządkowanych, nabywania nowych emisji akcji podmiotu objętego systemem gwarantowania oraz obrotu wierzytelnościami banków".
Z punktu widzenia banków istotną sprawą jest wysokość opłat na rzecz BFG. Składki na fundusz są obowiązkowe. Ich wysokość zależy od wielkości banku. Bankowcy traktują je jak podatek. Jak dużo będą płacić?
A. Pawlikowski zauważył, że w dłuższym okresie nie do utrzymania jest obecny system, w którym fundusz współfinansują banki komercyjne i NBP. Trzeba będzie zrezygnować z udziału NBP, "z uwagi na wątpliwości odnośnie do pomocy publicznej".
W efekcie składki banków wzrosną, ale z czasem będą mniejsze. - Jest jeszcze kwestią otwartą wielkość funduszu gwarancyjnego, jakim powinien dysponować Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W krajach Unii Europejskiej przyjęto różne rozwiązania: od 0,4% sumy środków gwarantowanych zgromadzonych w bankach komercyjnych w Danii, do 3,0% w Estonii - stwierdził M. Urbaniak z BFG. Według niego, gdyby przyjąć również w Polsce stawkę 3%, to wówczas fundusz wynosiłby ok. 9 mld zł. W końcu ub.r. suma bilansowa całego BFG wynosiła 4,6 mld zł, zaś fundusz pomocowy miał wartość 2,7 mld zł.