Pozew przeciwko NYSE wniosło w maju czterech jej członków, czyli posiadaczy tzw. miejsc na giełdzie. Zarzucili w nim nowojorskiej instytucji, że wynegocjowane przez nią warunki połączenia z Archipelago są zbyt słabe. Chodzi o to, że obecni członkowie NYSE - łącznie jest ich 1366 - dostaną tylko 70% papierów firmy powstającej w wyniku fuzji (będzie się nazywać NYSE Group). Pozostałe 30% ma trafić do obecnych akcjonariuszy Archipelago.
Członkowie giełdy nowojorskiej wskazali też na potencjalny konflikt interesów. Szefem NYSE od niespełna roku jest bowiem John Thain, który w przeszłości zasiadał w zarządzie banku inwestycyjnego Goldman Sachs - a ten właśnie bank doradzał obu stronom w negocjacjach na temat połączenia.
NYSE starała się o oddalenie pozwu, ponieważ proces sądowy może pokrzyżować jej plany przekształceniowe, pozostawiając giełdę w tyle za konkurentami. W czwartek NYSE przegrała. Sędzia Sądu Najwyższego Charles Ramos wniosek giełdy odrzucił, uznając m.in., że jej członkowie zgłosili wystarczające wątpliwości co do niezależności członków rady nowojorskiej instytucji, by postępowania jeszcze nie kończyć.
- To daje nam zielone światło, by szybko i agresywnie wymusić zmiany w warunkach fuzji korzystne dla członków NYSE - oświadczył Stephen Lowey, prawnik reprezentujący interesy powodów. W czwórce są m.in. dwaj byli maklerzy, William Higgins i William Caldwell.
Rzecznicy NYSE decyzji Sądu Najwyższego nie chcą komentować. Wniosek o odrzucenie pozwu giełda uzasadniała tym, że przy okazji ogłaszania warunków transakcji z Archipelago obie strony o konflikcie interesów informowały zainteresowanych. Twierdziła też, że członkowie giełdy nie mają podstaw prawnych, żeby fuzję zablokować, ponieważ warunki transakcji nie wpływają na nich bezpośrednio. Po czwartkowej decyzji szefowie giełdy nowojorskiej muszą się liczyć z tym, że zeznając pod przysięgą, będą musieli uzasadniać przesłanki ustalonych warunków połączenia z Archipelago.