W ciągu minionego roku w portfelach funduszy hedgingowych ilość niemieckich akcji zwiększyła się o ok. 5 pkt proc. - uważa amerykański bank inwestycyjny Lehman Brothers. Szef jego niemieckiego oddziału Christian Meissner podkreśla jednak, że dokładne określenie stanu posiadania funduszy hedgingowych jest trudne, gdyż wiele danych nie jest w Europie publikowanych. Analitycy banku oparli więc swoje kalkulacje również na informacjach o wielkości zawieranych transakcji i na rozmowach z przedstawicielami spółek.

Większa obecność funduszy hedgingowych oznacza też ich większe wpływy. To ich przedstawiciele zmusili w maju do opuszczenia stanowiska Wernera Seiferta, ówczesnego prezesa Deutsche Boerse. Nie odpowiadały im jego starania zmierzające do kupienia londyńskiej giełdy. W minionym miesiącu spółka Fresenius Medical Care zmieniła plany konwersji akcji uprzywilejowanych na zwykłe, po tym jak dwa fundusze domagały się tej zmiany.

Rosnące zaangażowanie funduszy hedgingowych w niemieckich spółkach wywołuje kontrowersje w tamtejszych kołach politycznych. Pojawiły się nawet opinie określające krótkoterminowych inwestorów mianem szarańczy. Narayan Naik, profesor z London Business School, uspokaja, że aktywność akcjonariuszy - a z tego słyną fundusze hedgingowe - jest dobra, bo ich działania zmierzają do maksymalizacji zysku posiadaczy akcji.

Niemiecki indeks DAX 30 wzrósł w tym roku o ok. 14% - więcej niż główne wskaźniki amerykańskich giełd i większości europejskich rynków. W dużym stopniu ten optymizm inwestorów wynikał z przekonania, że po zwycięstwie w wyborach z 18 września CDU kierowana przez Angelę Merkel obniży podatki i zliberalizuje rynek pracy, co pozwoli zredukować koszty zatrudnienia. Obie te reformy powinny przyspieszyć tempo rozwoju niemieckiej gospodarki i w rezultacie poprawić wyniki firm. Bloomberg