Koniec kadencji parlamentu i dymisja rządu oznacza dodatkowe wydatki dla budżetu. Zgodnie z prawem, każdemu posłowi senatorowi oraz członkowi rządu przysługuje swego rodzaju odprawa. Najwięcej pieniędzy dostaną posłowie. Na zakończenie kadencji każdy z nich dostanie trzykrotność uposażenia poselskiego, które wynosi 9526,9 zł. Ponieważ taką samą sumę dostaną też senatorzy, każdy parlamentarzysta dostanie prawie 28,6 tys. zł. Łącznie daje to kwotę nieco ponad 16 mln zł.
Nieco inaczej wygląda sprawa z członkami rządu. Dymisja premiera oznacza automatyczną dymisję wszystkich ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu oraz wojewodów i wicewojewodów. Takich osób jest - jak wynika z naszych rachunków - 121. Każdemu z nich przysługuje maksymalnie trzykrotność wynagrodzenia, jakie pobierali na swoim stanowisku. Przykładowo - premier Marek Belka zarabia 13,9 tys. zł. Może liczyć więc na to, że przez kolejne trzy miesiące po dymisji będzie z kasy państwa otrzymywać taką kwotę. Chyba że znajdzie szybko nowe zajęcie. Zgodnie z przepisami bowiem, odprawa przysługuje wówczas, gdy osoba pełniąca funkcję publiczną przez całe trzy miesiące pozostaje bez pracy. Jeśli znajdzie zatrudnienie szybciej, dostanie albo wyrównanie, jeśli jego zarobki w nowym miejscu pracy będą niższe, albo nie dostanie nic, jeśli nowa posada przyniesie mu wyższe zarobki.
Ta zasada dotyczy też pozostałych członków tzw. R-ki - o ile oczywiście ich dymisje zostaną przyjęte (zdarzało się dość często, że podsekretarze stanu pozostawali na stanowiskach mimo zmiany rządu). Choć jest jeszcze jeden szczegół - okres wypłacania tego "pożegnalnego" wynagrodzenia zależy od tego, jak długo dana osoba pełniła funkcję. Jeśli będzie to okres krótszy niż trzy miesiące - wynagrodzenie "na odchodne" przysługuje przez miesiąc. Jeśli ktoś pełnił funkcje w administracji państwowej dłużej niż trzy miesiące, a krócej niż 12 miesięcy - dostanie wypłatę przez trzy miesiące, a jeśli dłużej niż rok - przez całe trzy miesiące. To oznacza, że spora część wiceministrów nie może liczyć na większe wypłaty niż dwumiesięczne. Był taki okres, że premier Belka zmieniał jednego wiceministra tygodniowo. Ostatnio też pojawiło się kilku nowych ministrów - Jacek Piechota (Ministerstwo Gospodarki i Pracy), Adam Rotfeld (Ministerstwo Spraw Zagranicznych), Tomasz Podgajnik (Ministerstwo Ochrony Środowiska) i Józef Pilarczyk (Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi). Wszyscy zostali powołani w tym roku, ale możliwe, że w ich przypadku zostanie wzięty pod uwagę fakt, iż wcześniej pracowali w kierowanych przez siebie teraz resortach.
Ile budżet wyda na dodatkowe pensje dla tych wszystkich osób? To dość trudno oszacować. Ale w budżecie jest rezerwa na ten cel, która wynosi 6,4 mln zł (część tych pieniędzy jest przeznaczona na różnego rodzaju nagrody, itp.). Łącznie więc zmiana rządu i parlamentu może kosztować budżet maksymalnie 22 mln zł.
Co z prezydentem?