Trwa hossa. Inwestorzy mogą odnieść wrażenie, że właściwie nie ma łatwiejszego sposobu zarabiania pieniędzy. Patrząc na długoterminowy wykres obejmującego szerokie grono spółek indeksu WIG, widać wzrost przerywany korektami, które jednak się kończą. Po jakimś czasie indeks wychodzi na nowe szczyty. Czyż to nie piękne?
Taki kształt wykresu może rodzić jednoznaczne wnioski. Odnosi się wrażenie, że kupno akcji obarczone jest niskim ryzykiem straty. Nawet gdyby moment zakupu nie był najlepszy, to zawsze można papiery "zaparkować" i poczekać na lepsze czasy. WIG jest obecnie wyżej od wierzchołka z początku 1994 r. i szczytu "hossy internetowej". Wydaje się, że faktycznie zakup akcji jest dobrym sposobem na lokowanie oszczędności.
Oczywiście, pewnym problemem jest dobór akcji. W końcu na wykresie mamy cały indeks, a zachowanie pojedynczej spółki może być odmienne. Problem można rozwiązać za pomocą dywersyfikacji, o której pisze się w każdej książce poświęconej inwestycjom na rynku akcji. Aby zbliżyć zmiany wartości własnego portfela do zmian indeksu, należy wybrać takie papiery, które mają największy udział w tymże indeksie.
Ułuda łatwych zysków jest silna, co pokazuje angażowanie się w grę na rynku osób wcale do tego nie przygotowanych. Nie chodzi tu tylko o łatwość otwarcia rachunku inwestycyjnego i samego procesu złożenia zlecenia. Chodzi także o przygotowanie merytoryczne. Grać może każdy, ale nie każdy ma świadomość, ile faktycznie ryzykuje.
Czy faktycznie giełda to takie eldorado? Czy forsowana przez wielu specjalistów strategia "kup i trzymaj" jest tą, która doprowadzi nas do bogactwa, a przynajmniej zapewni godziwy dodatek do emerytury? Patrząc na przebieg zmian wartości indeksu WIG, taki wniosek wydaje się zasadny. Zapominamy jednak o bardzo poważnym elemencie związanym z lokowaniem oszczędności, jakim jest inflacja. Gdy uwzględnimy ten czynnik, cała analiza wywraca się, a wnioski są bolesne i sprowadzają początkujących inwestorów na ziemię.