- Nasi prawnicy orzekli, że przeniesienie akcji ZE PAK z Elektrimu do Inwestycji Polskich odbyło się zgodnie z prawem. Nie oznacza to jednak, że sprawy elektrowni zostawiamy bez nadzoru. Wczoraj odbyliśmy serię spotkań dotyczących PAK-u. Mam zamiar również rozmawiać z bankami. Co dalej, poinformuję zapewne jutro - twierdzi Krzysztof Żyndul.

Na początku sierpnia Inwestycje Polskie, należące do Zygmunta Solorza-Żaka, przejęły od Elektrimu spółkę Embud. Ta ma akcje ZE PAK. Doszło to tego, ponieważ giełdowa spółka nie wywiązywała się ze zobowiązań wobec Inwestycji, od których pożyczyła 40 mln zł. Umowa prywatyzacyjna PAK-u stanowi, że Elektrim jest zobowiązany zatrzymać akcje elektrowni do momentu zakończenia gwarantowanych inwestycji. Na sprzedaż papierów musi uzyskać zgodę Skarbu Państwa. Jednak nie potrzebował takiego pozwolenia, aby przenieść papiery na spółki stowarzyszone - taką był Embud. Umowa prywatyzacyjna nie precyzuje, do czego zobowiązane są firmy stowarzyszone Elektrimu, a zwłaszcza nie zakazuje im zbywania akcji elektrowni. Nie uniemożliwia też przejmowania firm stowarzyszonych przez inne podmioty. - Mógłbym wszcząć wojnę z Elektrimem, ale nie chcę wylewać dziecka z kąpielą. Przecież w tej chwili najważniejsze jest wznowienie inwestycji Pątnów II. Z drugiej strony, nie mogę pozwolić sobie na osłabienie pozycji Skarbu Państwa. Umowa prywatyzacyjna została tak skonstruowana, że nie jest najmocniejsza - dodaje.

To, że Inwestycje Polskie kontrolują blisko 39% ZE PAK, nie oznacza jednak, że Elektrim przestał być inwestorem strategicznym. Warszawski holding musi bowiem wypełnić wszystkie zobowiązania inwestycyjne i pracownicze dotyczące PAK-u, nawet gdyby nie posiadał ani jednej akcji elektrowni.