Oczywiście to nic nowego. Każdy o tym wie, ale warto chyba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie jesteśmy na ten spadek przygotowani? Teraz trwa gorączka zakupów i o zyski łatwo. Saldo na rachunkach rośnie. Co zrobić, by nie spadło? Odpowiedź niby jest prosta: sprzedać papiery przed rozpoczęciem bessy. Czy faktycznie jest ona prosta? Niestety, nic na rynku nie jest proste, a już na pewno nie określenie końca hossy. To okres szczególny. Rynek poddany jest dużym wahaniom podaży i popytu, będącym odzwierciedleniem wahań emocji. Z jednej strony mamy chęć osiągnięcia zysku, a z drugiej strach przed "zgaszeniem światła", czyli kupieniem papierów na szczycie.
Sprawa nie sprowadza się jedynie, jakby się to mogło wydawać, do sprzedaży akcji przed rynkowym szczytem. To w sumie jest proste, bo skoro jeszcze tego szczytu nie było, to można sprzedać już teraz, prawda? Tylko przykro by było potem patrzeć, gdyby rynek piął się jeszcze wyżej. Trudność polega przede wszystkim na trzymaniu nerwów na wodzy. Proszę mi wierzyć, nerwy większości inwestorów będą wystawione na ciężką próbę. Im mniej doświadczenia, tym ta próba będzie trudniejsza.
Problem sprowadza się do przetrwania na rynku, którego zmienność osiąga poziomy nie obserwowane przez mniej doświadczonych jego uczestników. Jest całkiem prawdopodobne, że indeks w ciągu dwóch dni może zmienić wartość o 8-10% i nie chodzi tu bynajmniej o dynamikę wzrostu, ale o ruchy w obie strony. Ta duża zmienność to gra nastrojów. Wynika ona z ogólnej świadomości, że trend powoli się wyczerpuje. Obecność na rynku obarczona jest coraz większym ryzykiem. Decyzje podejmowane są nerwowo. Każda bardziej widoczna słabość rynku jest przez część graczy odbierana jako początek silnego spadku cen, a to jest dla nich podstawą do sprzedaży papierów. Po krótkim czasie notowania jednak się podnoszą i ci sami gracze tym razem kupują, a ceny notują nowe rekordy. Taka chwilowa słabość rynku była zarówno tuż przed szczytem z roku 1994, jak i przed szczytem w roku 2000. Różnica jest taka, że w pierwszym przypadku rynek zawrócił już po pierwszej takiej słabości, a w drugim mieliśmy dwie takie "fałszywki".
Obecna hossa trwa w najlepsze i do tej pory takich dynamicznych ruchów jeszcze nie mieliśmy. Powoli zbliża się jednak chwila, gdy pojawią się takie markowane spadki. Będą na nie reagować gracze o słabszych nerwach lub mający otwarte zbyt duże pozycje. Gdy już pojawi się taki "ząbek", warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca się jeszcze posiadać akcje lub kurczowo trzymać się długich pozycji. Warto się wtedy zastanowić, czy nie korzystniej i zdrowiej byłoby opuścić rynek i poczekać na pojawienie się szczytu. Moim zdaniem, po takiej akcji warto redukować pozycje, a wyjście na nowe szczyty potraktować jako poważną przesłankę do zamknięcia pozycji. Nie ma sensu szarpać się na rynku, który już w dużej mierze poddany jest grze nastrojów.
Odpowiedz sobie Czytelniku, czy jesteś na to przygotowany, czy gra jest warta świeczki? Czy zależy ci na ryzykownej sławie tego, który złapał szczyt, czy też na ochronie posiadanego kapitału? Hossa trwa 4 lata, a więc osoby, które uważają się za doświadczone, a zaczęły przygodę z rynkiem w tym okresie, faktycznie dopiero teraz przejdą prawdziwy egzamin dojrzałości. Kto przetrwa i wyjdzie z tego zwycięsko, będzie mógł spokojniej patrzeć w przyszłość, czekając... na kolejną hossę i kolejny szczyt.