Hossa trwa w najlepsze. Piątkowe nieco słabsze zamknięcie można było odebrać jako wstępny sygnał nadchodzącej korekty - ale nic z tego, wczoraj kursy po raz kolejny wyskoczyły w górę. W efekcie mamy rekord wszech czasów na indeksie. WIG20 wyszedł nad szczyt z 10 marca 2000 roku. Warto też zauważyć, że i na rynku terminowym odnotowano rekord. Nominalnie mamy najwyższe zamknięcie w historii.

O rynku nie można powiedzieć nic innego niż to, że jest silny. Właściwie to już pisanie o tej sile zaczyna być nudne. Każda kolejna sesja prowadzi nas na wyższe poziomy. Od wielu dni nie było poważniejszej korekty. Jeśli rynek pokaże słabość, to jest to raczej jej cień. Nienasycony popyt błyskawicznie przejmuje wyrzucany towar i chęć do wyprzedaży szybko gaśnie. Potencjalne poziomy oporu są przełamywane jak zapałki.

Wydaje się, że determinacja kupujących jest tak duża, że wszyscy boją się sprzedawać. Mimo to cały czas istnieje potencjał do wzrostu cen. Wykresy zaczynają przypominać hiperbolę. To sugeruje, że do zatrzymania jest coraz bliżej. Coraz bliżej, ale jeszcze nie teraz. Dlaczego? Spójrzmy na bazę. Ta cały czas jest ujemna! Mimo ostatnich wzrostów, które każdą próbę łapania szczytu srogo karały. To wskazuje, że śmiałków do walki z trendem nie brakuje, a tym samym ceny mają możliwość kontynuowania zwyżki.

Sądzę, wbrew niektórym opiniom, że obecna hossa nie ma trwałych podstaw. Myślę, że rynek to jeszcze poważnie odchoruje, a optymiści i nowicjusze wciągnięci w grę zapłacą wysoką cenę. To jednak w przyszłości, a teraz "Chwilo trwaj!". Nie ma się co zżymać z rzeczywistością. Na rynku jest poważny kapitał i nasze przeświadczenie o jego irracjonalnym zachowaniu niczego nie zmieni. Bliskość szczytu pokaże nam sam rynek... gdy zapanuje na nim amok.