Wydarzeniem wczorajszej sesji był dynamiczny spadek cen kontraktów tuż po godzinie 10.00. Z takimi wydarzeniami mieliśmy już do czynienia kilkakrotnie. Tym razem nie należy się tu doszukiwać jakichś niecnych postępków. Spadek był wynikiem uruchomienia ustawionych wcześniej zleceń stop.

Po krótkim równoważeniu rynku wszystko wróciło do normy. Nastroje się poprawiły i, mimo że na plusy już nie udało się wyjść, końcówka sesji była umiarkowanie przykra dla posiadaczy długich pozycji. Indeks i kontrakty zakończyły notowania niewielkimi minusami. To całkiem niezły wynik, zważywszy na emocje, jakie szybki spadek wywołał. Nie chodzi tu tylko o szybkość spadku cen, ale i miejsce ich pojawienia się. Od dłuższego czasu rynek silnie rósł i wielu inwestorów i analityków zastanawiało się, kiedy to się skończy. Taki szybki spadek mógł u niektórych z nich wywołać wrażenie zakończenia wzrostu. Bessa nam jeszcze nie grozi. Rynek terminowy szybko ochłonął. Opoką okazał się tu rynek akcji, gdzie z takim mocnym i szybkim spadkiem nie mieliśmy do czynienia. Tu także zawitał spadek, ale można go określić jako zwykłą korektę.

Taka korekta działa na inwestorów trzeźwiąco. Rynek nie może rosnąć bez przerwy i korekty są normalną częścią trendu. Właśnie ta duża ilość stopów to m.in. wynik dawno nie widzianego spadku cen. Pozycji zyskownych po długiej stronie było sporo i stopy były stawiane coraz bliżej. Spadek cen nie czyni jednak większych zmian w ocenie sytuacji technicznej rynku. Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres, by się przekonać, że większych szkód nie poniesiono. Czy dziś wracamy do wzrostu? Właściwie to dobrze by było, gdyby korekta się nieco przeciągnęła. Rynek trochę ochłonie, a tym samym zwiększyłby się potencjał dalszej zwyżki.