W ten sposób zakończył się na Manhattanie drugi proces byłych szefów Tyco. Wyrok jest jednak niższy niż żądania prokuratury, która domagała się od 15 do 30 lat więzienia dla obu oskarżonych.

Po ogłoszeniu wyroku obaj skazani zostali natychmiast zakuci w kajdanki i odesłani do zakładów karnych. Z reguły wszyscy więźniowie stanu Nowy Jork z wyrokiem wyższym niż sześć lat odsyłani są do więzień o zaostrzonym rygorze.

Pierwszy proces zakończył się unieważnieniem, gdyż ława przysięgłych nie mogła uzgodnić werdyktu. To jednak wówczas świat usłyszał o ekstrawagancjach, na jakie pozwalali sobie szefowie Tyco. Do miary symbolu urosła słynna zasłona do prysznica za 6 tys. USD w luksusowym apartamencie na Manhattanie używanym przez Kozlowskiego, za który oczywiście płaciła jego firma. Wiele uwagi poświęcono też w sądzie przyjęciu urodzinowemu żony szefa Tyco we Włoszech, na którym goście musieli się pojawić w rzymskich togach, za które spółka zapłaciła 2 mln USD.

Kary, jakie otrzymali Kozlowski i Swartz, są surowe, ale jednak dużo niższe niż w przypadku skazanych w ostatnich miesiącach autorów innych wielkich skandali finansowych. Bernard Ebbers z WorldComu otrzymał niedawno 25 lat więzienia za doprowadzenie swojej firmy do bankructwa. Podobnie John Rigas, założyciel Adelphia Communications, a jego syn, współautor księgowej afery, Timothy Rigas odsiedzi 20 lat. Szkodliwość przestępstw popełnianych przez szefów Tyco była jednak zupełnie inna - podkreślają eksperci prawni. Rozrzutność szefów spółki nie podważyła bowiem jej finansowych fundamentów.