Trudno powiedzieć coś ciekawego o sesji, która faktycznie trwała dwie godziny. Mowa tu tylko o rynku terminowym, bo indeks dziś szybko zmieniał się tylko przez niecałą godzinę. Na nieszczęście, ale zgodnie ze schematem, te okresy aktywności były podzielone jeszcze na poranną zmienność i końcówkę notowań. Reszta czasu przeznaczonego na notowania to konsolidacja i powolne osuwanie się cen. Jednym słowem było nudno.
Pozostaje niesmak, ale trzeba się pocieszyć, że trwa hossa i jest wielce prawdopodobne, że korekta raczej nie będzie trwała tygodniami. Mówię korekta, bo chyba widać już wyraźnie, że ostatnie trzy dni to nie początek bessy, ale jedynie korekta wzrostu. Oprócz widocznych oporów w spadku cen wskazuje na to jeszcze kilka innych czynników.
Pierwszym z nich jest brak głębszej korekty w zapoczątkowanej w połowie maja fali wzrostowej, na którą nadal liczę jeszcze przed wyznaczeniem istotnego szczytu. Tak przynajmniej było w przypadku wyznaczania najważniejszych zwrotów rynku (z 1994 i 2000 roku). Przed wierzchołkiem dochodziło do gwałtownej przeceny, która straszyła swoją wielkością, ale rynek szybko wychodził na wysokie poziomy.
Drugim czynnikiem jest spora ujemna baza, czyli innymi słowy, panujące na rynku nastroje. Myślę, że hossa trwająca ponad 4 lata ma bardzo duże szanse zakończyć się paniką kupna, a więc ogromnym optymizmem. Teraz tego nie widać, bo zauważmy, że baza ma wartość bliską -30 pkt. To z pewnością nie jest poziom sugerujący wykupienie rynku. Nie może nam umknąć także fakt układu obrotów, które wyraźnie maleją przy spadku cen. To również sugeruje, że mamy do czynienia jedynie z ruchem korekcyjnym. Pozostaje czekać. Najpierw na większy optymizm, a potem starać się przetrwać wspomnianą głęboką korektę.