We wtorek wieczorem prezes Prawa i Sprawiedliwości (PiS) Jarosław Kaczyński przedstawił kandydata tej partii na premiera - Kazimierza Marcinkiewicza. Prezes PiS podkreślił, że Marcinkiewicz jest bardzo dobrze przygotowany do rozwiązywania problemów gospodarczych i jest politykiem mającym dobre opinie w środowiskach biznesowych.
To właśnie Marcinkiewicz najczęściej wypowiadał się podczas kampanii wyborczej w imieniu PiS w tematach dotyczących gospodarki - zarówno finansów publicznych, jak i prywatyzacji.
"Naszym zdaniem, jego kandydatura może być jednak źródłem niepewności na rynkach finansowych, szczególnie, gdyby doprowadziła ona do nieporozumień w rozmowach koalicyjnych z PO" - napisali analitycy Citibanku Handlowego.
Platforma Obywatelska (PO) zaakceptowała kandydaturę Marcinkiewicza, choć wyraziła także zdziwienie, bowiem w poniedziałek wezwała Jarosława Kaczyńskiego do objęcia teki premiera. Jak przewidywali komentatorzy polityczni, taka ewentualność była mało prawdopodobna, ponieważ odebrałaby szansę Lechowi Kaczyńskiemu w pojedynku o prezydenturę z Donaldem Tuskiem, szefem PO. W przypadku wygranej Tuska, to właśnie Lech Kaczyński ma szansę zostać premierem.
"To dobra wiadomość dla rynku. A także to, że kandydat mówił o obniżeniu deficytu w budżecie na rok 2006 i szukaniu kompromisu z PO na temat strategii podatkowej nowego rządu" - uważają ekonomiści Banku Zachodniego WBK.