Powinienem napisać, że tydzień zakończyliśmy w dobrych nastrojach, bo na to wskazywałby wzrost cen w końcówce sesji. Jednak byłoby to w pewnym sensie mijanie się z prawdą. Faktycznie bowiem końcówka piątkowych notowań na rynku terminowym to wyraźna przewaga pesymistów.
W ostatnich minutach sesji baza sięgała wartości -50 pkt. Można to odebrać jednoznacznie. Gracze na terminowym nie zawierzyli kupującym na rynku akcji, że ci mają szczere intencje. Uznano, że wzrost miał jedynie na celu podciągnięcie wartości notowanych w Warszawie papierów ze względu na ostatni dzień kwartału. Ta wartość będzie podstawą do określenia uzyskanych w III kwartale wyników inwestycyjnych.
Zapewne część popytu faktycznie miała źródło w tzw. upiększaniu okienek, ale czy rzeczywiście aż w takim stopniu, by ryzykować własne pieniądze przeciw wzrostom? Nie można przecież zapominać, że jesteśmy obecnie w silnym trendzie wzrostowym, który trwa już bardzo długo i właśnie znajduje się w fazie przyspieszenia. Walka z nim właśnie teraz wiąże się z dużym ryzykiem porażki. Ta porażka może być bolesna, gdyż wykres powoli będzie przypominał hiperbolę i posiadanie krótkich pozycji, w czasie jej kreślenia pociągnie za sobą poważne straty.
Przyznam, że zadziwia mnie ta zaciętość w walce z trendem. Na jakie profity w stosunku do podejmowanego ryzyka liczyli zajmujący w piątek krótkie pozycje? Indeks musiałby spaść o 50 pkt, by wyrównać poziom kontraktów. Poza tym, by na rynku zapanowała podaż, musi pojawić się optymizm, który będzie sygnalizował, że papiery są w posiadaniu "słabych rąk". Na razie widać, że to właśnie te "słabe ręce" starają się być sprytniejsze. Taki układ nastrojów każe w przyszłym tygodniu raczej szukać okazji do bicia nowych rekordów niż kontynuacji korekty.