Przywódca większości w Izbie Reprezentantów Tom DeLay został w Teksasie oskarżony przez wielką ławę przysięgłych o naruszenie prawa o finansowaniu kampanii wyborczych. Śledztwo w tej sprawie wszczęła już amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Sprawa nie ma precedensu w historii amerykańskiego Kongresu. Według historyków, żaden z liderów rządzącego ugrupowania nie został oskarżony w trakcie pełnienia funkcji. DeLayowi grozi od sześciu miesięcy do dwóch lat więzienia i 10 tysięcy dolarów kary.
Według prokuratury, DeLay miał być uczestnikiem zmowy, która pozwoliła na nielegalny transfer pieniędzy wielkich korporacji do Partii Republikańskiej podczas kampanii wyborczej do stanowej legislatury w Teksasie w 2002 roku. Dzięki temu zwycięstwu republikanom udało się zmienić granice okręgów wyborczych w wyborach do Kongresu w 2004 roku i umocnić swoją pozycję na Kapitolu. Dzięki "kartograficznym manewrom" republikanie zyskali pięć miejsc w Izbie Reprezentantów, powiększając swoją przewagę do trzydziestu głosów.
Prawo w Teksasie zabrania wspierania kandydatów do stanowej legislatury przez korporacje. Tymczasem, według prokuratury, pieniądze (niecałe 200 tys. USD) przelane na kampanię wyborczą z Republican National Committee miały właśnie pochodzić z tego źródła, a komitet był tylko przykrywką pozwalającą na zalegalizowanie donacji. DeLay miał aktywnie uczestniczyć w transakcji. W toczącym się śledztwie oskarżono już 41 osób i instytucji. Na osiem spółek cztery zdecydowały się na zawarcie ugody z prokuraturą.
DeLay to kolejny prominentny republikański polityk, który znalazł się w poważnych kłopotach z powodu podejrzeń o finansowe przestępstwa. Zaledwie kilka dni wcześniej wyszło na jaw, że lider republikanów w Senacie Bill Frist jest podejrzany o sprzedaż na podstawie informacji poufnych akcji szpitala znajdującego się w posiadaniu jego rodziny.