Przed rokiem CA IB Fund Management przejął od PZU kontrolne pakiety akcji Drugiego NFI, Progressu i NFI im. E. Kwiatkowskiego. Płacił ceny równe ustawowemu minimum - średniemu kursowi z sześciu miesięcy poprzedzających wezwania. Później NFI skupowały w celu umorzenia własne akcje - po to, by rozsupłać powiązania krzyżowe między sobą oraz by dać szansę wyjścia z inwestycji drobnym giełdowym graczom. Na końcu zaś po to, by część papierów mógł sprzedać - i tym samym odzyskać zainwestowaną gotówkę - główny akcjonariusz. W tych przypadkach ceny były już znacznie wyższe: równe aktywom netto NFI w przeliczeniu na jedną akcję. Ostatni rok stał więc dla trzech funduszy pod znakiem wezwań i buy backu. To tłumaczyło do pewnego stopnia brak strategii. Jednak choć od ogłoszenia ostatniej serii wezwań minęły już dwa miesiące, strategia nadal nie jest znana. - Finalizujemy nad nią prace - na mur beton. Szczegółów nie mogę podać - mówi Artur Cąkała, dyrektor zarządzający CA IB Fund Management. - Niespodzianek nie należy się jednak spodziewać. Wcześniej właściciel deklarował, że jeden fundusz może się przekształcić w podmiot typu private equity, inwestujący w spółki niepubliczne, a inny mógłby pójść śladem Hetmana (dziś NFI Empik Media & Fashion) i posłużyć do wprowadzenia na giełdę aktywów innego niż CA IB inwestora.

Nadal wszystkimi funduszami kieruje NFI Management - firma przejęta przez CA IB od PZU. Na zwołanych już na 14 października NWZA spółek miały być zatwierdzone zmiany w umowach o zarządzanie. Ten punkt porządku obrad został jednak zdjęty, bo na razie zmian nie będzie. Zarządca od kilku lat otrzymuje rocznie równowartość około 1,6 mln euro od każdego NFI (plus prawo do określonego pakietu akcji). Tymczasem portfel inwestycyjny funduszy w tym czasie radykalnie stopniał. Planowana modyfikacja kontraktów miała zapewne na celu redukcję wynagrodzenia. Nie została zaniechana, ale odroczona - wynika z naszych informacji. Na najbliższych NWZA dojdzie jedynie do zmian w radach nadzorczych NFI.