Podobnie jak w lutym, wyprzedaży akcji nie wywołały czynniki krajowe, takie jak niepewność polityczna. Impuls pochodził z rynków światowych, co jednak nie znaczy, że można go zignorować. Wręcz przeciwnie - skoro trwające od maja zwyżki były napędzane w dużej mierze kapitałem zagranicznym, to jego wycofanie się może na kilka miesięcy popsuć koniunkturę na GPW.
Rynek się przegrzał
W ciągu trzech sesji WIG20 stracił 5,7%. Serii tak silnych spadków nie notowano od dwóch lat. Na myśl przychodzi okres silnych wahań indeksu w końcu 2003 r., będących następstwem załamania wcześniejszej hossy. Te dwa okresy łączy także inna charakterystyczna cecha. W poprzednich komentarzach pisałem, że rynek zaczyna się przegrzewać, o czym świadczy skrajne wykupienie. Ostatecznie przydatny okazał się prosty oscylator, będący odchyleniem indeksu od długoterminowej średniej kroczącej z 200 sesji. Ostatnio - u szczytu hossy - wskaźnik ten przekroczył 500 pkt, czyli nieznacznie więcej niż na początku sierpnia 2003 r., kiedy gwałtownie zakończyła się letnia hossa. W tym świetle przyczyna silnej wyprzedaży w mijającym tygodniu wydaje się jasna - było nią skrajne wykupienie. Pokusa realizacji zysków okazała się silniejsza, niż napływ nowych środków na rynek akcji.
Nietrudno wytłumaczyć pogorszenie koniunktury także pod względem ekonomicznym. W poprzednich miesiącach indeks oderwał się od fundamentów. W sierpniu roczny wzrost produkcji przemysłowej wyniósł 4,6%, a rok temu był trzy razy wyższy. O zbyt optymistycznych nastrojach inwestorów w ostatniej fazie zwyżki świadczy choćby zachowanie kursu jednego z liderów hossy - PKN Orlen. Przez cały wrzesień notowania koncernu ostro szły w górę, mimo że na wykresie cen ropy naftowej kształtowała się głowa z ramionami. Dopiero zdecydowane wybicie w dół z tej formacji w środę odbiło się na notowaniach koncernów paliwowych. Co gorsza, dla posiadaczy akcji PKN czy Lotosu, zasięg zniżki wynikający z szerokości głowy z ramionami nie został jeszcze wypełniony. W przypadku ropy naftowej notowanej w Nowym Jorku możliwy jest spadek przynajmniej do 56 USD za baryłkę, podczas gdy jeszcze pod koniec sierpnia ceny były bliskie 70 USD.
Wyjaśnienie przyczyn spadków nie pozwala jeszcze odpowiedzieć na pytanie, czy czeka nas jedynie dalsza korekta, czy może ostateczne zakończenie trendu wzrostowego. Nie da się wykluczyć, że po okresie słabszego zachowania, WIG20 znowu ruszy w górę, przy czym będzie to "zdrowsza" zwyżka, bo nie obciążona takim stopniem wykupienia, jak ostatnio. Na razie nie pojawiło się wiele sygnałów każących sądzić, że średnioterminowy trend wzrostowy trwający od maja zakończył się, chociaż mamy do czynienia z najsilniejszą, jak dotąd, jego korektą.