- Nowy właściciel Możejek powinien mieć dobre układy z Kremlem, taka jest rzeczywistość - powiedział cytowany przez PAP minister gospodarki Litwy Kestutis Daukszys. - Dzisiejsza sytuacja w Rosji, a szczególnie w sektorze naftowym, jest taka, że jeżeli przedsiębiorstwo nie utrzymuje kontaktów z Kremlem, ma trudności w pracy. Przykładem tego jest Jukos. Należy to przyjąć jako obiektywną konieczność - dodał minister w rozmowie z litewskim radiem Żiniu Radijas.
- Ewentualność przejęcia Możejek skonsultowaliśmy już z rosyjskimi władzami - powiedział z kolei w wywiadzie dla litewskiego dziennika Lietuvos Rytas prezes TNK-BP German Khan. TNK-BP to petrochemiczny koncern należący w połowie do British Petroleum, a w połowie do grupy inwestorów rosyjskich. To właśnie od TNK-BP władze w Wilnie mają zacząć rozmowy na temat Możejek. - Damy pierwszeństwo BP, bo najbardziej odpowiada naszym wymogom - stwierdził kilka dni temu premier Litwy Algirdas Brazauskas.
Możejkami zainteresowanych jest ośmiu inwestorów i choć oferta żadnego z nich nie została oficjalnie odrzucona, na Litwie panuje przekonanie, że oprócz TNK--BP liczy się jeszcze tylko jeden: Łukoil (występujący tu razem z amerykańskim ConocoPhillips).
Według Kestutisa Daukszysa, poparcie Kremla dla przyszłego właściciela Możejek jest potrzebne także dlatego, że ropa do litewskiej rafinerii dostarczana jest za pośrednictwem należącego do Rosji ropociągu Transnieft. - Ropociąg w każdej chwili może być zamknięty, jeżeli będzie taka wola polityczna, i wówczas ropa nie popłynie - stwierdził minister.
Przypomnijmy, że podobny problem spotkał już pod koniec lat 90. pierwszego prywatnego właściciela Możejek - koncern Williams International Co z USA. Zaraz po przejęciu przez Amerykanów litewskiej rafinerii, dostawcy ropy przykręcili kurki rurociągów i Możejki znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Williams zdecydował się wyjść z inwestycji, a akcje spółki odkupił w 2002 roku koncern Jukos.