Producent kuchenek i lodówek z Wronek spodziewa się znacznie gorszych wyników w drugiej połowie tego roku oraz w całym 2005 r. Spółka poinformowała, że prognozy na pozostałą część roku nie nastrajają optymizmem.
Prezes Rutkowski przyznaje, że firma nie spodziewała się takiego obrotu spraw. - Rynek w tym roku spada o 10% i nic nie wskazuje, że będzie inaczej. Ta sytuacja nas zaskoczyła, nikt nie spodziewał się, że w Polsce tak mocno "siądzie" popyt. Nie pomaga nam również słabe euro. Mimo to w tym roku spółka na pewno osiągnie zysk. Popełniliśmy pewne błędy i nie byliśmy przygotowani na taką sytuację. Teraz - poprzez ograniczanie kosztów, w tym również szeroko rozumianych kosztów personalnych - chcemy to naprawić. Amikę z pewnością stać na osiąganie zysków w przyszłych latach - mówi J. Rutkowski.
Komunikat zbyt późno?
Zeszłoroczne przychody skonsolidowane Amiki wyniosły 1,21 mld zł, a zysk netto 40 mln zł. Od przesłania komunikatu o tym, że w tym roku będzie znacznie gorzej, minął tydzień. W tym czasie papiery Amiki potaniały o ponad 20%. Część z inwestorów zastanawiała się, czy firma nie podała tej informacji za późno. - Dlaczego dopiero teraz wysłaliśmy komunikat informujący o trudnej sytuacji na rynku krajowym? Cały czas liczyliśmy, że tradycyjnie w trzecim kwartale nastąpi ożywienie popytu na nasze produkty. Tak się nie stało - tłumaczy prezes Amiki.
Mars bez rezerw