Zakończył się tydzień, w czasie którego posiadacze długich pozycji przeżywali trudne chwile w związku z pogłębiającą się korektą. Sama jej obecność nie jest jednak tak jednoznacznie negatywna. Jest to bowiem oczekiwana większa korekta, która ma poprzedzać wykreślenie szczytu hossy. Innymi słowy fakt, że ceny spadły tak głęboko, pozwala na przypuszczenie, iż czeka nas kolejna fala hossy. Być może ostatnia (jak w przypadku szczytu z 1994 r.), ale niekoniecznie (formowania się szczytu hossy internetowej).
Skala spadku od szczytu hossy do wczorajszego dołka to już więcej niż 10%, a zatem można powoli zastanawiać się nad powrotem na długą stronę rynku. Część inwestorów już wczoraj nie zastanawiała się zbyt długo, ale podjęło decyzję o zakupach. Widać to było na rynku terminowym, gdzie baza ponownie się skurczyła do kilkunastu punktów. Widać to było także na kasowym, gdzie w czasie zwyżki cen wyraźnie wzrosła aktywność graczy.
Wprawdzie ja też powoli przekonuję się do tego, że korekta się kończy, ale na razie są to tylko przypuszczenia. Nie otrzymaliśmy żadnych poważniejszych (nawet w krótkim terminie) sygnałów kupna. Była szansa na zamknięcie notowań indeksu nad poziomem czwartkowego zamknięcia, ale słabe ostatnie minuty handlu to uniemożliwiły. Mała baza w końcówce sesji trochę zniechęca do zakupów na rynku terminowym. To wspólne wyczekiwanie na dołek faktycznie uniemożliwia jego wyznaczenie. Jeszcze w czasie sesji byłem skłonny przyjąć, że wczorajsze minimum może być TYM dołkiem, ale teraz nie wykluczam, że może być to parę punktów niżej. Nastroje muszą się popsuć. Optymizm i powszechne oczekiwanie na wzrost cen tylko wszystko utrudnia. Zatem początek notowań w przyszłym tygodniu może być jeszcze słaby, ale końcówka już lepsza.