Amerykański S&P 500 powrócił do przebitego w ubiegłym tygodniu średnioterminowego wsparcia na wysokości czerwcowego dołka (1191 pkt). Słuszne okazało się przypuszczenie, że moment odreagowania indeksu wyznaczy zachowanie wskaźnika MACD. Jego spadek zatrzymał się na mocnym wsparciu wynikającym z czterech dołków z okresu od maja ub.r. Na razie poprawę nastrojów inwestorów można traktować jedynie jako korektę spadków. Do poniedziałkowego zamknięcia S&P 500 urósł od ostatniego dołka jedynie o 1,1%, gdy do szczytu z początku sierpnia brakuje wciąż 5,8%. O trwalszej poprawie sytuacji technicznej będzie można mówić w momencie powrotu indeksu powyżej wspomnianego wsparcia na poziomie 1191 pkt, a przede wszystkim linii długoterminowego trendu wzrostowego (obecnie blisko 1200 pkt). Na razie wciąż istnieje duże prawdopodobieństwo dalszych spadków. W perspektywie miesięcy S&P 500 może dotrzeć do kwietniowego minimum (1137,5 pkt).
Odbił się także rynek technologiczny. Nasdaq Composite ruszył w górę zaraz po naruszeniu wsparcia w postaci czerwcowego dołka (2045 pkt). Do czasu ewentualnego ponownego testu tego poziomu posiadacze akcji spółek technologicznych w USA mogą się czuć w miarę bezpiecznie.
W porównaniu z indeksami amerykańskimi, znacznie lepiej wygląda sytuacja niemieckiego DAX-a. Zdołał on utrzymać się powyżej linii średnioterminowego trendu zwyżkowego biegnącej od kwietniowego minimum. Ostatnia korekta wygląda nieznacznie na tle wcześniejszej fali wzrostowej. Trzeba jednak zaznaczyć, że przebicie szczytu (5138 pkt) będzie nie lada wyzwaniem z uwagi na znajdujące się w tym rejonie 50-proc. zniesienie wielkiej bessy z lat 2000-2002. Poprzednie zniesienie (38%) w marcu powstrzymało hossę na trzy miesiące. Niepokojące jest, że jakość fali wzrostowej DAX jest coraz gorsza. Już od sierpnia ruch w górę jest przecinany względnie głębokimi korektami. W efekcie powstały negatywne dywergencje wskaźnika MACD. To kolejny sygnał ostrzegający, że pokonanie ostatniego szczytu nie będzie łatwym zadaniem.