Reklama

Gdzie jest strategia?

W temacie "wydatki" większość partii ogranicza się do tezy, że "oszczędności trzeba szukać w administracji", ale konkretów ciągle brakuje

Publikacja: 20.10.2005 08:46

Dokładnie dwa lata temu zachłystywaliśmy się koncepcjami naprawy finansów publicznych serwowanymi nam przez wicepremiera Hausnera. Szybko okazało się, że założenia założeniami, strategie strategiami, a rzeczywistość, przynajmniej ówczesna, rzeczywistością. Nic nie wyszło, co najwyżej znowu "dostało się" emerytom.

Plan Hausnera dotyczył głównie racjonalizacji wydatków budżetu. O reformie podatkowej nie mówiono prawie w ogóle, a jeśli już, to tylko w kontekście planów jej przeprowadzenia, ale... po kadencji miłościwie nam wtedy panujących. Jedyną decyzją, jak najbardziej słuszną zresztą, było obniżenie podatku CIT. Tak na marginesie, skutki tej decyzji zaskoczyły pomysłodawców, którzy na konferencjach prasowych próbowali znaleźć przyczynę wyższych od planowanych wpływów do budżetu po obniżeniu tego podatku. Jak to się stało, skoro stawka podatkowa spadła? No właśnie, jak...? No cóż, tak to jest, jak się nie uwzględnia tego, że niższe podatki oznaczają mniej kombinacji, by ich nie płacić.

Ostatnie miesiące to z kolei okres, w którym temat podatków zdecydowanie dominował. O ogólnej konieczności ich obniżenia w każdej postaci mówili praktycznie wszyscy (poza nieśmiertelną Samoobroną, której przedstawiciele przebąkiwali coś o nawet sześćdziesięcioprocentowym "picie"). Najgłośniejszym echem odbiło się, oczywiście, słynne PO-wskie "3 razy 15". Sporo mówiono także o koncepcji PiS-u - partia ta pokazała nawet szacunkowe wyliczenia skutków wprowadzenia nowych pomysłów.

Dwa lata temu mieliśmy więc przede wszystkim drążenie tematu wydatków budżetu, teraz zaś głównie mówi się o podatkach. W temacie "wydatki" większość partii ogranicza się do tezy, że "oszczędności trzeba szukać w administracji", ale konkretów w zasadzie nie ma. Niektórzy chcą na administracji oszczędzić nawet więcej, niż się na nią wydaje. Ot, taki polski paradoks...

I tu jest właśnie problem. Jeśli bowiem mówimy o reformie systemu finansów publicznych, to musi ona dotyczyć całości, a więc zarówno wpływów, jak i wydatków. Jeśli chcemy obniżyć podatki, to wiadomo, że musi to, przynajmniej w pierwszym okresie, oznaczać niebezpieczeństwo niższych wpływów. Jeśli ktoś ich nie zakłada, nie mówi o obniżeniu podatków, a jedynie o przesunięciu płatności. Czyli, albo ktoś płaci więcej, żeby ktoś mógł płacić mniej, albo płacimy np. mniejszy PIT, ale jednocześnie wyższy VAT itd. Rachunek jest bardzo prosty. Jeśli naprawdę chcemy obniżyć podatki, to nie ma wątpliwości: kluczem do wszystkiego jest reforma wydatków. Tylko ich uporządkowanie i maksymalne ograniczenie da przestrzeń do obniżek obciążeń podatkowych i parapodatkowych. A te dadzą z kolei szanse na intensyfikację wzrostu gospodarczego. Inne działania będą tylko żonglowaniem i przesuwaniem z jednej kupki na drugą.

Reklama
Reklama

Tak naprawdę Polska wcale nie jest krajem bardzo wysokich podatków CIT, PIT i nawet VAT. Stawki są zupełnie przyzwoite, choć, oczywiście, zawsze mogłyby być niższe. Największym utrudnieniem jest cala masa parapodatków z nieszczęsnym ZUS-em na czele. Obniżenie stawki ZUS zrobi o wiele więcej dobrego w kwestii poprawy sytuacji choćby małych przedsiębiorców czy kosztów pracy, niż obniżenie o kilka punktów procentowych podatku CIT albo PIT. A przecież właśnie na aktywizacji przedsiębiorczości nam tak bardzo zależy. I na tym, żeby tworzono nowe miejsca pracy. Tego rodzaju haraczy jest bardzo wiele. Trzeba w końcu zrobić z nimi porządek.

I jeszcze jedno. Wszystkich szczegółów dotyczących reform nie ma, trudno więc mówić o kosztach zmian. Jak można je szacować, jeśli na razie nie wiadomo, na czym dokładnie mają polegać i w jakich warunkach mają być wprowadzane określone rozwiązania? Pojęcie kosztu jest zresztą szalenie nieprecyzyjne, szczególnie w kontekście rozumienia go przez przeciętnego Kowalskiego. No bo niby co to znaczy, że reforma podatkowa będzie kosztować ileś tam miliardów złotych? Czy Przeciętny Kowalski będzie musiał do niej dopłacać? Oczywiście, niekoniecznie. Wręcz przeciwnie, może się okazać, że w wyniku jej obowiązywania jego dochody wzrosną, bo państwo nie będzie tak dużo z niego zdzierać. Koszt dotyczy zatem kosztu budżetowego i oznacza ubytek w dochodach.

Czekamy teraz na strategię nowego rządu. Powinna ona zawierać zestaw działań, które planowane są na najbliższe lata. Nie tylko w formie haseł, ale konkretnych najważniejszych posunięć. Najgorsze, co może być z punktu widzenia np. przedsiębiorcy, to podejmowanie decyzji w ciemno, w sytuacji kiedy kompletnie nic nie wiadomo na temat planowanych zmian.

Autor to główny ekonomista

Internetowego

Domu Maklerskiego

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama