Amerykański S&P 500 konsoliduje się tuż powyżej ostatniego dołka (1177 pkt). Bliskość tego poziomu świadczy o znacznym ryzyku dalszej przeceny. Średnioterminowy trend jest nadal spadkowy. To główny argument przemawiający za kontynuacją spadków. Warto zauważyć, że indeks odbił się od linii długoterminowej tendencji wzrostowej na wysokości ok. 1195 pkt. Została ona przebita na początku miesiąca i obecnie stanowi opór. Ponadto linia ta stanowiła jednocześnie dolne ramię obszernego zwyżkującego klina.
Równie dobrze jednak trwająca krótkoterminowa konsolidacja może być wstępem do silniejszego odbicia. Jednym z argumentów za tym przemawiających jest zachowanie wskaźnika MACD. Jego zniżka zatrzymała się dokładnie na poziomie czterech poprzednich minimów (ukształtowanych począwszy od marca 2004 r.). Spore są więc szanse na średnioterminowe odbicie, także biorąc pod uwagę fakt, że ostatnia przecena należała do najsilniejszych korekt od początku trzyletniej fali wzrostowej.
Do niedawna wyraźnie silniejsze od amerykańskich były rynki europejskie. W ostatnich dniach ta przewaga została podważona. Niemiecki DAX przebił linię trendu wzrostowego biegnącą po dołkach począwszy od końca kwietnia. To dopiero pierwszy sygnał ostrzegawczy. Pozytywnie można interpretować fakt, że indeks zdołał obronić krótkoterminowe wsparcie w postaci dołka z drugiej połowy września (4849 pkt). W tej sytuacji można się spodziewać nie tyle szybkiej kontynuacji spadków, co raczej konsolidacji. Jej górnym ograniczeniem będzie szczyt z początku miesiąca - 5138 pkt. Ma on tym większe znaczenie, że wypada idealnie na poziomie 50-proc. zniesienia bessy z lat 2000-2002. Pokonanie tego długoterminowego oporu będzie wymagać mobilizacji byków. Przejściowa konsolidacja może okazać się zatem bardzo pożyteczna. Praktycznie w takim samym położeniu znajduje się francuski CAC 40. Dodatkowo w jego przypadku wspomniane zniesienie pokrywa się z serią szczytów z przełomu roku 2001 i 2002.