Szczegółów nie podam, ale zarówno w naszym programie, jak i w programie PO, jest konsolidacja różnych instytucji nadzoru. Przeprowadzimy to, ale w jaki dokładnie sposób - to będzie element naszych negocjacji.
Wspominał Pan o wzmocnieniu PKO BP. W programie Prawa i Sprawiedliwości była mowa o współpracy banku z PZU. Z kolei ostatnio mówi się o bliskiej kooperacjOczywiście właściciel, czyli Skarb Państwa, ma możliwość kreowania takich scenariuszy. Jestem jednak przekonany, że musimy podejmować decyzje na podstawie wiedzy. Dostałem analizę, przygotowaną przez znanego profesora, która dotyczy możliwości współpracy tych trzech instytucji. Ale to za mało. Chciałbym, aby zarządy tych firm przygotowały odpowiednie propozycje, pokazując korzyści, płynące z takiego współdziałania oraz zagrożenia, jakie mogą się pojawić. Na świecie podejmuje się tego typu decyzje, ale one są wynikiem bardzo konkretnych analiz, raportów i przede wszystkim propozycji zarządów.
Co się stanie z PZU? Czy jest możliwość porozumienia się rządu z Eureko. Czy raczej MSP odkupi pakiet ubezpieczyciela od holenderskiego holdingu?
Minister skarbu dostanie zadanie, aby pilnie zajął się sprawą PZU. To powinien być jego priorytet, oprócz wprowadzenia jasnych reguł nadzoru nad spółkami Skarbu Państwa. Ponieważ jest to sprawa delikatna, chcielibyśmy ją załatwić jawnie. Będziemy informowali polskie społeczeństwo poprzez media o postępie rozmów w tej sprawie.
Czy jest możliwe, że za cztery lata nie będziemy już rozmawiać o personaliach i problemach konkretnych spółek Skarbu Państwa, bo...nowy rząd dokończy prywatyzację?
Myślę, że w bardzo dużej mierze tak się stanie. I że za 4 lata będziemy mieli tylko kilkadziesiąt spółek Skarbu Państwa lub z udziałem Skarbu Państwa. A to, co jest dzisiaj, czyli 1300 spółek i ok. 900 przedsiębiorstw państwowych, zostanie uporządkowane i w sprywatyzowane. Jesteśmy przygotowani, aby zrobić to szybko, ale nie pospiesznie. Przygotujemy ustawę, która będzie komercjalizowała przedsiębiorstwa państwowe, oraz drugą, która część spółek przekaże samorządom terytorialnym, także po to, aby te firmy zostały sprywatyzowane. Nie chodzi nam o to, żeby samorządy prowadziły działalność gospodarczą. Chcemy w ten sposób odciążyć Skarb Państwa od zajmowania się sprawami niepotrzebnymi. Ten proces musi przebiegać szybko, ale w sposób jak najbardziej jawny, abyśmy nie popełnili błędów, które miały miejsce np. w programie NFI. Bo to też była szybka ścieżka prywatyzacji ok. 500 firm i jak wiadomo, nic dobrego z niej nie wynikło.
Jak Pan zamierza walczyć z korupcją, jaka pojawia się na styku polityki i gospodarki?
Potrzebne są bardzo przejrzyste reguły. Jeśli wprowadzimy zasadę oceniania spółek, przedstawimy kryteria dokonywania takiej oceny, jeśli wszystkie konkursy będą jawne, podobnie jak skład władz spółek, czy wynagrodzenia, jeśli ustalone zostaną przejrzyste reguły sponsoringu firm z udziałem SP, to Skarb Państwa będzie jak "ze szkła".
Czy może Pan publicznie obiecać tę przejrzystość we wszystkich tych obszarach, o których Pan mówi?
Tak.
Zna Pan instytucje rynku kapitałowego. O obsadzie niektórych z nich decyduje premier, rząd albo minister skarbu. Czy widzi Pan potrzebę zmian personalnych w KPWiG, KNUiFE, GPW...
Wszędzie muszą być te same reguły - zadania i kryteria oceny. Mam swoje zdanie w tej sprawie, ale mogę powiedzieć jedynie, że w tych instytucjach jest trochę lepiej niż w spółkach Skarbu Państwa. Moja ocena osób tam pracujących jest dużo wyższa.
Co Pana rząd zrobi w sprawie prywatyzacji giełdy?
Sprawa jest bardzo skomplikowana. Ciągle nie mamy analizy, która bardzo wyraźnie wskazywałaby, że prywatyzacja jest w przypadku polskiej giełdy niezbędna. Polską giełdę trzeba wzmocnić, sprawić, by dostęp do niej był tańszy. Trzeba też stworzyć jej warunki do ekspansji w Europie Środkowej. Do tej pory nie spotkałem się z poważną analizą wskazującą na to, że sprzedaż polskiej giełdy inwestorowi strategicznemu, branżowemu, byłaby sposobem realizacji tych celów. Najpierw powinniśmy określić, jaka ma być polska giełda i co powinna osiągnąć, a dopiero potem dobrać środki do realizacji tych celów.
Czy będzie Pan chciał poznać taką analizę?
Tak.
"Balcerowicz musi odejść", bo... I kto na jego miejsce?
Rząd nie uczestniczy w powoływaniu prezesa NBP. I nie widzimy powodu, aby się do tego wtrącać. Po drugie - prezes banku centralnego jest wybierany na kadencję. Balcerowicz nie odchodzi, tylko za rok jego kadencja się kończy. I sprawa jest jasna. Przypominam przy tym, że kadencja prezesa NBP jest najdłuższa. W żadnej instytucji nie jest dłuższa. To jest siedem lat. I moim zdaniem wystarczy.
A kogo by Pan widział na tym stanowisku?
To jest sprawa prezydenta i parlamentu. Rząd do tego wtrącał się nie będzie. Bardzo szanuję Leszka Balcerowicza, zapoznaję się z jego opiniami, biorę je pod uwagę, ale jednocześnie mam wrażenie, że polityka pieniężna w Polsce może być realizowana nieco inaczej. I jako premier będę prowadził w tej sprawie rozmowy z NBP i RPP, nie naruszając niezależności tych instytucji.
Spodziewa się Pan dalszych obniżek stóp procentowych?
Tak.
Czyli uważa Pan, że polityka pieniężna powinna polegać na obniżaniu stóp procentowych?
Tak. Stopy w Polsce są za wysokie. Nie mówię tego na podstawie własnego wrażenia, czy doświadczenia, ale na podstawie analiz ekspertów ekonomicznych. Oni się oczywiście spierają ze sobą, ale mam wrażenie, że w sytuacji, gdy poprawimy jeszcze budżet, obniżymy deficyt, a więc finanse publiczne będziemy trzymać w ryzach, skonsolidujemy budżet i będziemy inaczej go tworzyli, nie będzie powodów, aby nie prowadzić nieco luźniejszej polityki pieniężnej.
Czy Pana rząd będzie przygotowywał Polskę do wejścia do strefy euro?
Jestem przekonany, że w czasie tej kadencji w naturalny sposób osiągniemy wszystkie wskaźniki zawarowane w porozumieniu z Maastricht. Właśnie - w naturalny sposób. Będę bardzo przestrzegał, aby osiągnięcie tych wskaźników nie było przyspieszane, dokonywane wielkim wysiłkiem, tylko żeby było naturalne. Bo tylko to nam zagwarantuje, że wejście do strefy euro będzie korzystne. Poza tym, dajmy sobie trochę czasu, tak ze dwa lata, bo dziś w niektórych krajach toczy się na temat euro dyskusja. A więc nie przyspieszajmy, nie wyprzedzajmy zdarzeń.
Czyli euro w Polsce będzie za 6 lat?
Żadnej daty nie podam.
Wróćmy na moment do budżetu. Zdajemy sobie sprawę, że w ustawach okołobudżetowych, razem z autopoprawką do budżetu, nie będzie przepisów wprowadzających zmiany podatkowe. Kiedy więc dojdzie do obniżek podatków i jak one będą wyglądały?
Chcielibyśmy obniżyć podatki, a zwłaszcza wprowadzić ulgi, nawet do systemu, który funkcjonuje. Ale stabilizacja podatkowa też ma swoją wartość. Dokonywanie - że tak się wyrażę - na wariackich papierach zmian podatkowych w trakcie roku, nawet jeśli byłyby one korzystne dla podatników, może nie być właściwym rozwiązaniem. Wszystkie nowe ustawy podatkowe przygotujemy do wiosny, potem zostaną one opracowane przez parlament i mniej więcej od lata wszyscy będą wiedzieli, jakie podatki zapłacą w kolejnym roku (2007 - przyp. red.). Myślę, że jest to bardziej skuteczna polityka niż polityka nagłych ruchów.
To może warto jeszcze w tym roku przynajmniej zwaloryzować progi podatkowe, żeby obciążenia podatkowe nie wzrosły?
Zastanawiamy się nad tym. To jest problem tylko i wyłącznie czasowy. Mamy tylko miesiąc na przeprowadzenie tego w rządzie, Sejmie, Senacie i na uzyskanie podpisu prezydenta.
Spróbujecie przynajmniej?
Policzymy.
Jak - według Pana - podatki powinny wyglądać od 2007 roku?
Powinny być mniejsze. CIT-u, moim zdaniem, nie trzeba za mocno zmieniać, oprócz wprowadzenia ulgi na tworzenie miejsc pracy. W przypadku VAT warto byłoby obniżać górną stawkę, bo jest ona bardzo wysoka. Wokół nas wszyscy mają niższą stawkę podstawową VAT i musimy się przymierzyć do jej obniżenia. A jeśli chodzi o PIT, to myślę o dwóch stawkach. Nie będę mówił, jak wysokie te stawki być powinny, bo chciałbym to wynegocjować z Platformą Obywatelską. No i ulgi dla dzieci. Najlepiej dla wszystkich, ale jeśli się nie da, to tylko dla najbiedniejszych. Pozostawimy w obecnym ksCzy ulgi tylko na dzieci czy też będą również inne, związane np. z oszczędzaniem na starość?
Podatki są tylko wtedy skuteczne, gdy są proste. Ponieważ sprawa kryzysu demograficznego jest paląca, chcemy nieco popsuć podatki przez wprowadzenie ulg na dzieci. Ale tylko tych ulg.
Czyli ulg dotyczących oszczędzania na emeryturę nie będzie?
Nie sądzę.
Z harmonogramu pracy, który Pan przedstawił, wynika, że w 2006 roku będziemy jeszcze płacić podatek od zysków kapitałowych...
Zgodnie z programem, o którym mówiłem wcześniej. Chcemy jednak ten podatek znieść. To nie są dla budżetu środki ważące, a jednocześnie w taki sposób system podatkowy za bardzo się rozbudowuje. To gra niewarta świeczki.
Obniżka podatków oraz ulgi na dzieci oznaczają ubytki w budżecie. Skąd pieniądze na załatanie tej dziury?
Jest taka ciekawa zasada zadawania pytań, że jak się zadaje pytanie dotyczące obniżenia podatku i mówi się o podatku liniowym, to zaraz się wspomina, że to obniżenie nie musi prowadzić do spadku wpływów budżetowych. Przypomina się, że obniżenie CIT-u spowodowało wzrost wpływów budżetowych, podobnie jak obniżenie akcyzy na alkohol przyniosło wzrost dochodów z tego podatku. Kiedy się jednak mówi nie o podatku liniowym, tylko o innych rodzajach podatku, i obniżaniu obciążeń, to wtedy się wspomina o dużych ubytkach budżetowych.
Będą ubytki podatkowe, ale tylko w pierwszym okresie. Według naszych analiz, które powtórzymy jeszcze raz, gdyż nie są bardzo szczegółowe, niższe podatki oraz ich prostota spowodują rozszerzenie bazy podatkowej.
W przypadku PIT-u wzrost przychodów z tego źródła w dużej mierze ograniczają wysokie składki na ubezpieczenia społeczne. Czy są propozycje zmian w tym zakresie?
Jest pomysł PiS-u i pomysł Platformy. Oba bardzo interesujące i oba wychodzą z tego samego założenia - że dziś nie da się zmniejszyć składek na ZUS generalnie. Trzeba więc zaproponować formy zastępcze. Nasza propozycja jest taka, aby na tworzone miejsce pracy była dwuletnia ulga, przy stworzeniu zabezpieczeń uniemożliwiających manipulowanie taką ulgą. Jestem przekonany, że jakąś ulgę wspólnie z PO uzgodnimy i wprowadzimy w życie, bo hamowanie rozwoju przedsiębiorczości w Polsce w dużej mierze wynika z wysokości składki na ZUS.
Sposobem na załatanie ubytków w budżecie miał być, zgodnie z propozycjami PiS, program wspierania rozwoju budownictwa w Polsce. Czy będzie realizowany?
Ten program bilansuje się w dłuższym horyzoncie. Po jego wprowadzeniu będziemy mieć zwiększone wpływy do budżetu, bo kredyty pójdą na materiały, do firm budowlanych, z czego potem płacone są podatki. Natomiast stanie się on kosztowny dopiero w momencie spłacania odsetek. To jest najwcześniej za dwa lata, a naprawdę za trzy - cztery. Więc te dodatkowe wpływy przydadzą się w pierwszym okresie po zmniejszeniu podatków. A po zmniejszeniu stawek i poszerzeniu bazy wpływy podatkowe będą większe, co pozwoli pokryć koszty programu budowlanego.
Czyli ten program będzie realizowany?
Tak.
Kto będzie przygotowywał budżet? Jak wygląda koncepcja Ministerstwa Finansów? Podobnie ciekawi nas koncepcja Ministerstwa Skarbu Państwa - jaki będzie miało ono kształt?
Jeśli chodzi o Skarb Państwa, to wprowadzimy ustawę i zlikwidujemy już w tym roku wszystkie delegatury resortu. Zostanie tylko centrala. Chcę, żeby Ministerstwo Skarbu Państwa funkcjonowało, przynajmniej przez dwa lata, bo jest za dużo rzeczy do zrobienia i lepiej jest je robić z pozycji ministra niż wiceministra. Jest sprawa PZU, sprawa uporządkowania nadzoru i prywatyzacji. Liczby wymieniałem, więc one świadczą same za siebie.
Jeśli chodzi o budżet, to już są przygotowane zmiany, również do ustawy o działach administracji państwowej, które wydzielają z działu "budżet" tę część, która odpowiada za przygotowanie i ustalenie zadań budżetu. Ta część zostanie przeniesiona do Kancelarii Premiera.
Czy służby skarbowe też zostaną wydzielone z resortu finansów?
Nie. Wracając do budżetu - chcemy robić raporty o stanie finansów publicznych - być może też o stanie państwa - oraz audyt budżetu, a konkretnie projektów budżetu. Będą to robiły niezależne instytuty ekonomiczne. I w związku z tym zostaną dopuszczone do pełnej wiedzy, która dziś znajduje się w Ministerstwie Finansów, a która znajdować będzie się w Kancelarii Premiera. Musimy się podzielić tą wiedzą, która dziś znajduje się w jednym, zamkniętym budynku Ministerstwa Finansów. Musimy to zrobić, aby prowadzić bardziej otwartą politykę oraz po to, aby więcej wiedzieć. I żeby ta wiedza była nam podawana przez różnych ekonomistów, a nie tylko przez ministra finansów.
Ma Pan już faworytów na stanowiska ministra finansów, czy skarbu? Czy można już powiedzieć, kto obejmie te funkcje?
Nie, nie można. Nazwiska uzgodnimy w negocjacjach. Obowiązuje jednak zasada: najpierw program i wynikające z niego zadania, a dopiero potem personalia.
Ale chyba wie Pan, kogo chciałby Pan mieć w danym resorcie?
Być może zaskoczę panów, ale ja mam przygotowany zespół ludzi gotowych podjąć się służby w rządzie. Jednak część z tych osób, które wytypowałem, nie zostanie ministrami, bo te stanowiska obejmą ludzie Platformy Obywatelskiej.
Proszę uchylić rąbka tajemnicy - choćby w sprawie obsady resortów gospodarczych...
Czy to nie jest wspaniałe, że rozmawiamy o tworzeniu rządu od dwóch czy trzech tygodni i nie padają żadne nazwiska? I jak jest nam z tym dobrze...
Byłoby być może jeszcze lepiej, gdyby rynek znał kandydatury...
Nie, bo wtedy zaczyna się rozmowa o personaliach. Zaczyna się "palenie kandydatur", próby wymiany tego kandydata na innego. Nie ma potrzeby, abyśmy tworzyli rząd na łamach nawet najbardziej szacownych gazet.
Zmieńmy zatem temat. Czy grał Pan kiedyś na giełdzie?
Nigdy.
To jak Pan lokuje oszczędności?
Nie mam.
A jak Pan będzie je lokował, jeśli się pojawią?
Próbowałem się budować, postawiłem dom w stanie surowym i... zrezygnowałem z tego. Jakoś tak jest, że politycy się budują, mają domy, a ja tak nie potrafię. Ja lubię wydawać pieniądze.
Oby swoje, nie podatników...
No, panowie. Ja mam ładne mieszkanie, czwórkę dzieci i wspaniałą żonę. Żeby cała Polska wyglądała tak, jak moja rodzina - daj Panie Boże.
Dziękujemy za rozmowę.