Niemiecki rząd pozbędzie się pakietu 18,2% akcji we Fraport, wartych obecnie 665 mln euro. Inwestorom finansowym sprzeda 10,6 mln akcji oraz 6 mln obligacji wymiennych spółki, do której należy drugi co wielkości port lotniczy w Europie.
Władze Niemiec są pod ścianą, gdyż Unia Europejska coraz mocniej naciska na redukcję zadłużenia i deficytu budżetowego. W planach rządu na przyszły rok jest sprzedaż reszty udziałów Deutsche Telekom i Deutsche Post - narodowym operatorze telefonicznym i krajowej poczcie. Do wzięcia będzie też 26% udziałów w porcie lotniczym w Monachium, 31% udziałów w lotnisku koło Kolonii i Bonn, a także udziały w porcie rzecznym w Duisburgu nad Renem. Rząd szuka też inwestora dla krajowego systemu kontroli lotów.
- Jeśli sprzedaż udziałów we Fraport będzie udana, wpływy z niej wspomogą tegoroczny budżet - powiedział agencji Bloomberga rzecznik ministerstwa finansów Stefan Obermann. Przez ostatnie pięć lat z prywatyzacji do kasy Niemiec co roku wpływało około 5 mld euro. Przyszłoroczny budżet zakłada, że wpływy z tego tytułu - głównie za sprawą pakietów akcji Deutsche Telekomu
i Deutsche Post - sięgną aż 22 mld euro. Desygnowany na ministra finansów Peer Steinbrueck nie wyklucza, że w przyszłości sprzedane zostaną niemieckie autostrady i część udziałów w Deutsche Bahn, niemieckich kolejach.
Fraport jest spółką giełdową i po sprzedaży rządowego pakietu udział akcji w wolnym obrocie sięgnie 47,9%. Kontrolę nad firmą, do której należą także (w całości lub częściowo) trzy inne porty lotnicze w Niemczech, lotnisko w tureckiej Antalyi i w stolicy Peru Limie, zachowają władze Frankfurtu i landu Hesji, które razem mają 52,1% udziałów. I Frankfurt, i Hesja nie mogą sprzedać akcji do 2011 r., a zdaniem analityków, nie uczynią tego także później. Wczoraj papiery Fraport spadły na frankfurckiej giełdzie o ponad 4% i płacono za nie po 38,3 euro. Wcześniej w tym roku zdrożały o 22%, a kapitalizacja firmy skoczyła do 3,5 mld euro.