Reklama

Wybrać właściwą strategię

Warszawska giełda przeżywa swoją drugą młodość, i to nie tylko z punktu widzenia polskich inwestorów. Dla tych wszystkich, dla których dolar amerykański stanowi walutę bazową, ostatnie wyniki WIG-u oznaczają, że inwestowanie w polskie akcje, wsparte dodatkowo mocną złotówką, zaczyna wreszcie przynosić tak długo oczekiwane efekty.

Publikacja: 29.10.2005 08:29

Jeżeli bowiem porównamy wyniki uzyskiwane przez indeks giełdowy S&P 500, reprezentujący 500 największych amerykańskich spółek, z korzyściami wynikającymi z zainwestowania dolarów amerykańskich w warszawski indeks od początku istnienia polskiej giełdy, to szybko dojdziemy do co najmniej kilku interesujących wniosków.

Jednak

ryzyko walutowe

Dla celów porównawczych zakładamy oczywiście, że inwestorzy zagraniczni nie zabezpieczali ryzyka walutowego i że ich ogólne wyniki stanowiły wypadkową przyrostu wartości WIG i zachowania złotego.

Otóż okazuje się, że ci spośród pasywnych i długoterminowych inwestorów dolarowych, którzy dokonaliby zakupu na warszawskiej giełdzie w lutym 1994 roku, musieliby czekać ponad 10 lat, aby wycofać z powrotem swoje kapitały po ich wartości nominalnej. Nie uwzględnia to przy tym utraty ich realnej wartości (wynikającej z inflacji), nie mówiąc już o wszystkich innych bardziej korzystnych możliwościach inwestycyjnych dostępnych w tym okresie na innych rynkach kapitałowych.

Reklama
Reklama

Systematyczna deprecjacja wartości złotego, która trwała praktycznie aż do drugiej połowy 2000 roku, spowodowała, że przez wiele lat - oczywiście poza szaleństwem początkowego okresu - polscy inwestorzy mogli z powodzeniem inwestować na zagranicznych giełdach. I to bez większych obaw o ewentualną utratę jeszcze bardziej atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych dostępnych w tym okresie w Warszawie.

Kolejna obserwacja dotyczy samego poziomu wahań średnich cen giełdowych w ciągu tych wszystkich lat, która musi prowadzić nieodzownie do pytania o możliwości oparcia naszych inwestycji o strategie odmienne od tych, które polegają jedynie na biernym akceptowaniu bardzo uśrednionych wyników rynkowych. Nie chodzi tu o zachęcanie do indywidualnych ruchów spekulacyjnych, ale o poszukiwanie gotowych rozwiązań oferowanych przez profesjonalne firmy inwestycyjne.

Patrząc bowiem na wykres S&P 500 i WIG, nasuwa się pytanie, co by było, gdyby polski rynek akcyjny był tak dojrzały, jak rynki światowe i gdyby na warszawskiej giełdzie możliwe było inwestowanie w sposób typowy dla funduszy hedgingowych.

Pełna moc rynku

Załóżmy przez chwilę, że od samego początku swojego istnienia warszawska giełda pozwalała - zarówno z prawnego, jak i z operacyjnego punktu widzenia - na inwestowanie w oparciu o tzw. strategie neutralne. Polegają one - w bardzo dużym skrócie - na jednoczesnym inwestowaniu po krótkiej i po długiej stronie rynku akcyjnego.

Załóżmy także, że lokalny talent inwestycyjny nie potrzebował ostatnich kilkunastu lat na zebranie wystarczających doświadczeń i na udowodnienie, że istnieją na polskim rynku akcyjnym prawdziwi inwestycyjni "geniusze". Chodzi o tych, którzy odrzucają powszechnie uznane teorie inwestycyjne i którzy wierzą, że w dłuższym okresie możliwe jest uzyskiwanie wyników znacznie lepszych od tych oferowanych przez średnie indeksy giełdowe. Trzeba tylko zawinąć rękawy, wykonać pracę domową w oparciu o fundamentalne analizy wartości spółek i zignorować krótkoterminowe trendy i rynkowe mody.

Reklama
Reklama

Różne strategie

Przyjmując powyższe założenia, doprowadzimy do stworzenia pewnej statystycznej próbki możliwych do uzyskania wyników inwestycyjnych, za którymi kryją się nie tylko bardzo odmienne strategie inwestycyjne, ale również bardzo znaczące segmenty światowego przemysłu inwestycyjnego.

Mam tutaj na myśli cztery rodzaje funduszy inwestycyjnych:

l tradycyjne, z których statystyczna większość uzyskuje wyniki poniżej średnich rynkowych, co wynika nie tylko z ich dosyć wysokich kosztów operacyjnych, ale najprawdopodobniej również z procesu "instytucjonalizowania" oceny uzyskiwanych przez nie wyników, co narzuca pewne obronne mechanizmy przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych;l indeksowe, które dzięki swoim dużo niższym kosztom i obietnicom wyników inwestycyjnych, co najmniej nie gorszych od średnich giełdowych, coraz częściej odbierają chleb zarządzającym funduszami tradycyjnymi;

l hedgingowe, które dzisiaj sprzedają się jak przysłowiowe gorące bułeczki i których największą zaletą mają być uzyskiwane przez nie wyniki absolutne, czyli zawsze pozytywne, bez względu na kierunek i na poziom zmian cen na rynkach akcyjnych;

l "niezależne", które nie korzystają z tradycyjnego uzbrojenia funduszy hedgingowych (takich jak instrumenty pochodne, krótka sprzedaż czy dodatkowe lewarowanie), ale które odrzucają również zbyt "indeksowe podejście" funduszy tradycyjnych, uważając, że inwestowanie polega na prawdziwie właścicielskim podejściu do fundamentalnej oceny atrakcyjności poszczególnych spółek, a nie na ciągłej próbie odzwierciedlania wartości średnich indeksów giełdowych (czyli prawdziwa "buffettologia").

Reklama
Reklama

Tak postawiony problem analityczny jest jednak trudny do oceny. Warszawa nie dorobiła się bowiem jeszcze ani lokalnych funduszy hedgingowych, ani prawdziwie niezależnych talentów inwestycyjnych z wystarczająco długą historią uzyskiwanych przez siebie wyników w oparciu o instrumenty publiczne.

MCT Wealth Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama