Byki przystąpiły do ataku. W efekcie naruszone zostało 50-proc. zniesienie październikowej fali spadkowej. Układ sił zmienił się już na tyle na korzyść kupujących, że kontynuacja średnioterminowej zniżki stanęła pod znakiem zapytania. Prawdopodobny stał się natomiast powrót kontraktów do szczytu z 4.10 (2538 pkt). Warto zwrócić uwagę, że od początku hossy w 2003 r. tak silne odbicia jak obecnie zazwyczaj kończyły poprzedzające je fale wyprzedaży.

Jest jednak coś, co każe podejrzliwie patrzeć na nagły entuzjazm byków i cofnięcie się podaży. Chodzi o bardzo dużą i wciąż rosnącą zmienność. Wskaźnik ATR z 14 sesji zbliża się do maksimum sprzed dwóch lat. Wówczas na rynku panowała niezwykle nerwowa atmosfera - podobnie jak teraz notowania mocno szły w górę, by zaraz potem ostro zniżkować. Z tego względu nie da się wykluczyć, że kurs futures nie tyle znalazł się właśnie w nowym średnioterminowym trendzie wzrostowym, ile że zbliża się ponowny atak podaży.

Do szczytu sprzed miesiąca jest jeszcze dość daleko - brakuje 5,8%. Dla porównania, w poprzednim miesiącu kontrakty potaniały o 11%. Problem polega na tym, że jeśli kurs w tak szybkim tempie jak w ostatnich dniach powróci do szczytu, to wskaźniki pokażą silne wykupienie. W tych warunkach trudno będzie utrzymać zwyżkę. Dla graczy kierujących się średnioterminowymi sygnałami bezpieczniejszą strategią będzie poczekanie do momentu, gdy notowania pokonają październikowe maksimum.

Z drugiej strony, warunki zdecydowanie nie sprzyjają posiadaczom krótkich pozycji. Nie ma pewności, kiedy zakończy się trwające odreagowanie i czy w ogóle nie rozpoczął się nowy trend wzrostowy, który może przynieść niedźwiedziom pokaźne straty.