Sesja zaczęła się dynamicznym wzrostem cen. Trwał on jednak dość krótko. Po ponad godzinie spokojnego ruchu w bok ceny wyraźnie stawały się "cięższe" i powoli obniżały swój poziom. Tuż po południu spadek nabrał tempa i zaliczony został dołek na poziomie 2366 pkt. Dalszy przebieg sesji od biedy można nazwać odbiciem, ale faktycznie była to konsolidacja umiejscowiona tuż nad dołkiem. Ostatnie minuty handlu to próba ponownego podniesienia rynku. Próba, która nie przyniosła zadowalających rezultatów.

Po czwartkowej sesji jedno jest pewne - popyt nie pozwolił, by ceny na dłużej pozostawały poza obszarem wahań ostatnich dni. Tuż po tym, jak ceny zanotowały spadek, szybko pojawili się obrońcy rynku. Tym samym wybicie dołem z kilkudniowej konsolidacji niedźwiedziom się nie udało. Można się zastanawiać, czy ta nieudana próba będzie miała swoje konsekwencje. Gdy podaż słabnie w najważniejszej chwili, to chyba są podstawy do rozważań się, czy faktycznie jest ona skora do poważniejszych akcji.

Oddzielną sprawą było zachowanie LOP w czasie zmian cen. Wiadomo zapewne wszystkim, że ruch cen, by był wiarygodny, powinien być potwierdzony m.in. przez zmianę liczby otwartych kontraktów. W czwartek LOP rosła niemal wyłącznie w czasie wzrostu cen. Spory jej spadek mieliśmy tylko w czasie wspomnianego popołudniowego zjazdu cen i w czasie kreślenia minimum sesji. To tylko może potwierdzać, że podaż nie jest tak naprawdę mocna.

Nie ma ona też przewagi w nastrojach. Tu pesymizm nadal jest widoczny, a tym samym spadek cen nie ma zbyt dużego potencjału. Wprawdzie końcówka sesji nieco zwiększyła bazę, ale nadal jest ona ujemna i jej wartość sygnalizuje przewagę pesymistów. A wiadomo, że większość nie może mieć racji.