Wczorajsze notowania rozpoczęły się dobrze za sprawą dwóch wzrostowych sesji w USA, na które wcześniej nie mieliśmy okazji zareagować. Wyniki spółek skupiły uwagę inwestorów tylko chwilowo. Nie było tu wielkiego zaskoczenia. Po krótkim okresie zachwytu, gdy ceny zbliżyły się do górnego ograniczenia konsolidacji, przyszedł czas zwątpienia.
Na początku był to spokojny spadek cen, który jeszcze przed południem ponownie zamienił się we wzrost. Niestety, nie udało się bykom pokonać porannego szczytu i to w dużej mierze była ich wina, gdyż aktywność popytu w południe okazała się zdecydowanie za mała. Rynek musiał to odchorować i trwało to ponad 2 godziny. W tym czasie ceny spadły pod poziom zamknięcia ostatniej sesji. Notowania zakończyły się bez większej zmiany w stosunku do końca ubiegłego tygodnia.
Patrząc na wczorajsze wydarzenia z punktu widzenia analizy technicznej wiele się nie zmieniło. Oczywiście, bierność popytu, gdy była szansa na wybicie, świadczy o jego słabości. Nie była ona jednak na tyle duża, by doprowadzić do wybicia z konsolidacji dołem. Pozostajemy nadal na poziomie wahań sześciu poprzednich sesji. Nadal czekamy na większy ruch. Że taki nastąpi, to niemal pewne. Warto zauważyć, że także i wczoraj rosła LOP. Tym samym kolejne porcje kapitału powiększają pulę zakładu o kierunek wybicia. Ucieczka tych, którym się nie powiedzie, zapowiada się efektownie. A co z kierunkiem? Moim zdaniem, cały czas przewagę mają byki. Przypomnę, że mamy tu argument niedawnej formacji podwójnego dna, płytkości korekty, jaka wystąpiła po wzroście cen oraz fatalnych nastrojów na rynku terminowym. Wczoraj chwilami baza osiągała wartość
-60 pkt, co chyba mówi samo za siebie.