- Informacje na pewno nie wyszły z LME i nie sądzę, by mogły wyjść od osób, które mogły brać udział w tych transakcjach - stwierdził dyrektor generalny LME Simon Heale w wywiadzie udzielonym wczoraj w Szanghaju.

Uczestnicy rynku miedzi żyją w niepewności już ponad tydzień. Wówczas pojawiły się pierwsze informacje o krótkich pozycjach opiewających nawet na 200 tys. ton miedzi (to więcej niż wynoszą światowe zapasy, o których informuje się publicznie), otwartych przez chińskiej Biuro Rezerw Państwowych. Zgodnie z kontraktami, Chiny powinny dostarczyć metal do magazynów LME przed 21 grudnia, ale nie jest pewne, czy będą mogły to zrobić. W wyniku wzrostu cen rzekome krótkie pozycje mogły przynieść Chinom nawet kilkaset milionów dolarów strat.

Heale podkreślił, że dotąd handlujący na LME za każdym razem wywiązywali się ze zobowiązań. Stwierdził, że nie oczekuje, by wkrótce miało się to zmienić.

Te zapewnienia uspokoiły rynek. Wczoraj miedź taniała na LME po raz pierwszy od ponad tygodnia. Za tonę w dostawie za trzy miesiące płacono 4130 USD, o 2% mniej niż poniedziałek. Wcześniej cena seryjnie biła historyczne rekordy. Od końca października do poniedziałku miedź zdrożała prawie o 8%.

Bloomberg