Zmiany notowań na rynku naftowym zależały w ostatnich dniach od wahań temperatury w Europie i Ameryce Północnej, a także od wielkości zapasów paliw na początku sezonu zimowego.
Koniec zeszłego tygodnia przyniósł spadek cen ropy do najniższego poziomu od 5 miesięcy. Bezpośrednią przyczyną była informacja o wzroście amerykańskich rezerw gazu ziemnego, który w części zakładów przemysłowych i gospodarstw domowych jest stosowany wymiennie z olejem opałowym. Pewien wpływ miało też wznowienie produkcji w dalszych rafineriach unieruchomionych przez huragany w Zatoce Meksykańskiej. Dodatkowo do spadku cen ropy przyczyniło się oświadczenie rządu chińskiego, że za niedawne rekordowe notowania odpowiedzialni są spekulanci, a nie rzeczywisty popyt.
Na początku bieżącego tygodnia doszło do zahamowania tendencji zniżkowej i ceny ropy zaczęły znów rosnąć. Zmianę tę spowodowało ochłodzenie w Europie oraz północno-wschodniej części USA, co zwiększyło zużycie oleju opałowego. Kolejny zwrot nastąpił wczoraj - ropa staniała, reagując na najnowsze prognozy meteorologiczne, zapowiadające ocieplenie po obu stronach Atlantyku. Zniżce notowań sprzyjały dane, które wykazały wzrost w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw ropy oraz produktów naftowych.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w styczniu kosztował wczoraj po południu 55,90 USD za baryłkę w porównaniu z 56,41 USD w końcu sesji wtorkowej i 56 USD w poprzednią środę.