Rząd nie może się zdecydować, czy podwyższyć od nowego roku stawkę akcyzy o 25 groszy, czy też z tej podwyżki zrezygnować. Decyzja nie jest łatwa, bo podwyżka da budżetowi o ok. 1,5-2 mld zł więcej. Z kolei rezygnacja z podwyżki będzie oznaczać, że PiS, który zapowiadał niepodwyższanie stawek, dotrzymuje słowa. Dlatego - jak się okazało w piątek - o tym, czy stawka wzrośnie, zdecyduje sam premier Kazimierz Marcinkiewicz.
- Ministrowie sobie nie poradzili, muszę sam się zabrać do roboty - powiedział w piątek. Według słów Konrada Ciesiołkiewicza, rzecznika rządu, zostanie ona ogłoszona w sobotę, podczas konferencji prasowej premiera w jego rodzinnym mieście Gorzowie Wielkopolskim.
Za podwyżką opowiada się minister finansów Teresa Lubińska. Wielokrotnie publicznie opowiadała się za taką decyzją, wskazując, że zwiększy ona dochody budżetu, dzięki czemu będzie można sfinansować wydatki prorodzinne, jakie ostatnio pojawiły się w budżecie, i zachować deficyt budżetowy w wysokości 30 mld zł.
Minister finansów została poparta w piątek przez Witolda Orłowskiego, głównego ekonomistę prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. - Z punktu widzenia kształtowania polityki podatkowej, wrześniowa obniżka akcyzy na benzynę o 25 gr na litrze była błędem - powiedział. - Jeśli się raz ustąpiło pod presją, to politycy poczuli się władni decydować o wysokości akcyzy i najchętniej zmienialiby ją co miesiąc. Z punktu widzenia finansów publicznych i funkcjonowania rynku, ustępowanie pod presją było błędem.
Prezydencki doradca przyznał, że dzięki tej obniżce udało się przetrwać najgorsze czasy dla rynku paliwowego.