Miedź na londyńskiej giełdzie drożeje nieustannie od sześciu tygodni i wygląda na to, że jej cena już na dobre przekroczyła poziom 4200 USD za tonę. Analitycy przewidują, że popyt na ten metal będzie przewyższał jego podaż zarówno w tym, jak i w przyszłym roku.
Analityk z londyńskiego biura Societe Generale Stephen Briggs w najnowszym raporcie dwukrotnie zwiększył prognozowany wcześniej przez siebie deficyt do 500 tys. ton w tym roku. W opublikowanym tego samego dnia raporcie Credit Suisse First Boston przewiduje, że w przyszłym roku na rynku zabraknie 200 tys. ton miedzi. Bank uważa też, że przy ciągłym niedoborze dostaw, cena miedzi może w najbliższych dwóch latach niemal podwoić się.
Ten rok rzeczywiście był trudny dla producentów. Zmniejszyło się wydobycie w Chile, które dostarcza najwięcej miedzi na światowy rynek. Najpierw w kopalni Collahuasi zepsuł się system taśmociągów, a w czerwcu po trzęsieniu ziemi wstrzymano produkcję w Cerro Colorado. W Zambii stanęła huta w wyniku braku paliwa, a do października przez cztery miesiące strajkowały huty i kopalnie w stanach Arizona i Teksas. Natomiast import do Chin, które zużywają najwięcej miedzi, w ciągu 10 miesięcy br. wzrósł o 9,4%, do 1,14 mln ton.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek po południu w Londynie o 30 USD, 0,7%, do 4223 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 4200 USD.