W październiku roczna inflacja wyniosła 1,6% i była o 0,1 pkt proc. powyżej dolnej granicy celu RPP. Do końca roku wiele się już nie zmieni, natomiast w przyszłym roku rada spodziewa się wzrostu inflacji w okolice 2,5%, czyli dokładnie tam, gdzie roczny wskaźnik wzrostu cen chciałaby widzieć RPP. W sierpniowej projekcji NBP przewidywał, że powrót inflacji do celu nastąpi dopiero w 2007 r.
RPP nie zmieniła również nastawienia w polityce pieniężnej. - Ten instrument sam wygaśnie z końcem roku - powiedział Leszek Balcerowicz. A więc, mimo że ciągle jeszcze obowiązuje nastawienie łagodne (które "zapowiada" obniżki stóp), na cięcia nie należy liczyć. "Uważamy, że cykl łagodzenia polityki pieniężnej jest zakończony i przez następne 12 miesięcy NBP pozostanie na poziomie 4,5%" - napisali w nocie dla klientów analitycy Danske Banku.
Oprócz wysokich cen ropy (w ostatnich miesiącach ropa taniała, ale według RPP prognozy są wciąż wyższe niż zakładano w sierpniowej projekcji inflacji) czynnikiem, który przyciągnął uwagę banku centralnego, były tym razem płace. W październiku przeciętne wynagrodzenie w firmach zatrudniających co najmniej 50 osób było o 6,4% wyższe niż rok wcześniej. Rada zaznaczyła, że nawet po wyeliminowaniu zdarzeń jednorazowych - jak premie w Poczcie Polskiej i KGHM - podwyżki były większe niż w pierwszych trzech kwartałach br. Dla RPP wzrost płac wciąż jest jednak umiarkowany i "świadczy o tym, że nie pojawiły się efekty drugiej rundy" - czyli żądania płacowe wskutek wzrostu cen.
Na konferencji prasowej po posiedzeniu RPP Leszek Balcerowicz podkreślił, że stopy procentowe w Polsce są historycznie niskie. - A z punktu widzenia historii niskiej inflacji Polska to nie Niemcy ani nawet Czechy - dodał. Zwrócił też uwagę, że obecnie wszystkie banki centralne na świecie myślą raczej o podwyższaniu niż obniżaniu stóp.