Wczorajsza zwyżka WIG20 odsunęła poważne zagrożenie dla trwałości trendu wzrostowego. Po wtorkowym spadku uzasadnione były obawy, czy nie jest on zapowiedzią odwrotu od październikowego szczytu (2565 pkt). Wczorajsze uspokojenie nastrojów zdaje się zaprzeczać takiemu pesymistycznemu scenariuszowi. Gdyby odbicie od szczytu miało sprowadzić falę wyprzedaży, to prawdopodobnie doszłoby do niej już wczoraj.

Mimo że systematyczna zwyżka trwa już od ponad miesiąca, to wskaźniki nie pokazują takiego wykupienia, które kazałoby oczekiwać szybkiej realizacji zysków. Przykładowo, histogram MACD znajduje się wyraźnie niżej niż na początku listopada, mimo że od tego czasu WIG20 urósł o ok. 100 pkt. Ciekawie przedstawia się wykres siły relatywnej indeksu względem amerykańskiego S&P 500. Po szybkiej zwyżce, już od połowy września siła relatywna stoi w miejscu. Przebicie jej szczytu z początku października będzie zapowiadać nowy okres przewagi naszego rynku.

Mimo braku wyraźnych zagrożeń, zachowanie WIG20 na poziomie październikowego maksimum jest nieco rozczarowujące. Być może zamiast silnego ruchu w górę czy w dół, najbliższy czas przyniesie raczej stabilizację notowań. Sugerują to choćby wczorajsze mizerne obroty, które nie przekroczyły nawet 300 mln zł. To wartość najniższa od końca sierpnia. Co gorsza, tendencja spadkowa obrotów utrzymuje się od półtora miesiąca.

Hossa trwa bezsprzecznie na rynku średnich spółek. MIDWIG bije historyczne rekordy i jest o krok od pokonania 2100 pkt. Zastanawiający jest jednak spadek zmienności, sygnalizowany przez ATR. Na myśl przychodzi ostatnia fala hossy "średniaków" z kwietnia 2004 r. Także wtedy szybkiej zwyżce indeksu towarzyszył malejący ATR. Wkrótce potem doszło do załamania.

Do łask wróciły ostatnio także mniejsze spółki skupione w indeksie WIRR. Zdołał on pokonać szczyt sprzed ponad roku (5054 pkt). Być może zakończył się tym samym wielomiesięczny trend boczny.