Wypowiedź ministra skarbu Andrzeja Mikosza, że liczy na dużą wypłatę z zysku KGHM (SP jest największym akcjonariuszem firmy, ma ponad 44% kapitału) i będzie prowadzić agresywną politykę dywidendy wobec tej spółki, podgrzała oczekiwania rynku. Według niektórych analityków (o czym PARKIET pisał w piątek), może to oznaczać chęć wyciągnięcia ze spółki całego zysku. Dałoby to około 10 zł na akcję. Inni specjaliści wypowiadają się ostrożniej. Wskazują, że na dywidendę może pójść tylko połowa zysku. To byłoby około 5 zł na akcję.

Według Andrzeja Szczepka, przeznaczenie całego zysku na dywidendę uniemożliwi właściwy rozwój spółki. - Firma potrzebuje pieniędzy na inwestycje. Tylko poprzez rozwój nowych technologii może ograniczyć koszty działalności. Nie inwestując, nie można obniżać kosztów i budować wartości spółki - powiedział PAP. Przypomnijmy, że minister Mikosz mówiąc niedawno o KGHM stwierdził, że nie jest zadowolony ze sposobu zarządzania w spółce ze względu na zbyt duże koszty. - Ogłosiliśmy, że będziemy wypłacać dywidendę, ale chcemy przedstawić akcjonariuszom plany inwestycyjne, wskazując, ile zysku powinno zostać w spółce. Do tej dyskusji się przygotowujemy - dodał A. Szczepek.

Zarząd KGHM przestawił niedawno politykę dywidend. Informował, że do akcjonariuszy może trafiać do 30% rocznego zysku.

Uwzględniając ten wskaźnik i prognozę wyniku na ten rok (2,08 mld zł), wysokość dywidendy na jedną akcję wyniosłaby do 3 zł. W piątek kurs spółki produkującej głównie miedź i srebro wzrósł o 0,4%, do 56,5 zł. To najwyższy poziom w historii.