Stały deficyt w wysokości 30 mld zł pozornie wydaje się dobrym rozwiązaniem. Przy wzroście gospodarczym jego stosunek do PKB będzie malał, a więc i stan finansów państwa będzie się poprawiał. Wystarczy, że polskie PKB wzrośnie do ponad 1 bln zł - co, zdaniem Jacka Wiśniewskiego, głównego ekonomisty Raiffeisen Bank, nastąpi już w tym roku - aby deficyt spadł poniżej 3%. Ale jest to tylko deficyt budżetu sektora centralnego. Do tego trzeba będzie doliczyć jeszcze inne niedobory oraz zmianę zasad traktowania OFE przez Unię. Teraz można je zaliczać do sektora finansów publicznych, co obniża nam deficyt w sprawozdaniach wysyłanych do Brukseli, od 2007 roku to się zmieni.
- Według różnych szacunków, negatywny wpływ OFE na deficyt wynosi od 1,5 do 1,7% PKB - powiedział Bartosz Pawłowski, ekonomista z ING BSK.
To oznacza - biorąc pod uwagę warunki tegoroczne - do deficytu budżetu centralnego w wysokości 3,1-3,2% PKB trzeba będzie doliczyć jeszcze 1,5-1,7 pkt proc. Czyli dojście do niedoboru budżetowego poniżej 3% zacznie się z poziomu 4,6 do 4,9% PKB. I to bez redukcji deficytu.
To mało prawdopodobne. Przy tempie wzrostu nominalnym, a więc obejmującym rozwój gospodarczy w wysokości 4,5%, i inflację w wysokości 2% - wymagany przez Unię deficyt w roku 2009 wyniesie ok. 37 mld zł. Czyli przy kotwicy budżetowej w wysokości 30 mld zł na resztę zostanie zaledwie ok. 7 mld zł. Tymczasem transfery do OFE już w tej chwili sięgają ponad 11 mld zł. - Przy realnym tempie wzrostu PKB rzędu 5%, pewnie udałoby się spełnić kryteria w roku 2009 - uważa Bartosz Pawłowski.
Jest jeszcze jedna możliwość - wydłużenie okresu na bardziej korzystny ze statystycznego punktu widzenia traktowania OFE. Zaliczanie ich do finansów publicznych obniża i deficyt finansów publicznych, i dług. Walkę o utrzymanie tego stanu rzeczy zapowiada minister finansów Teresa Lubińska.